Szpital szpitalowi nierówny. Są takie, które mimo trudnej sytuacji finansowej trzymają żelazną dyscyplinę. Tam widmo długów nie straszy. Są takie, które niezależnie od tego, co by robiły, wierzycieli nie unikną. Jeszcze inne zobowiązaniami się nie przejmują, bo wychodzą z założenia, że niezależnie od tego, czy się leży czy stoi, pieniądze na długi szpitali zawsze w końcu znajdą się w publicznej kasie.
Od przyszłego roku nad wszystkimi będzie wisiał jednak ten sam topór – przekształcenia w spółki. Oczywiście te bez strat mają najmniejsze powody do zmartwienia. W ich przypadku zmiana formy prawnej to kwestia wyboru – mogą się przekształcać, ale nie muszą. Inne takiej swobody nie będą mieć. Co nie znaczy, że nie będą szukać sposobu na ominięcie obowiązku. Pierwszy wyłom już jest widoczny. Uniwersytety medyczne, do których należą szpitale kliniczne, walczą o przesunięcie terminu przekształceń, bo nie stać ich na pokrycie ujemnego wyniku podległych placówek. Ale ten sam problem mają inni – powiaty, gminy czy marszałkowie. Ich szpitale też notują straty. Kliniki mają jednak w rękach potężną kartę przetargową – nie tylko leczą pacjentów z najpoważniejszymi schorzeniami, ale dodatkowo to tam uczą się fachu kolejne pokolenia lekarzy. Nie bez znaczenia jest również silne lobby profesorskie.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.