Autopromocja

Gospodarka przyspiesza. Emisje CO2 już latem mogą wrócić do zeszłorocznego poziomu

Kominy, zanieczyszczone powietrze
Kominy, zanieczyszczone powietrzeShutterStock
24 czerwca 2020

Powrót gospodarki na stare tory następuje szybciej, niż się spodziewano. Nie oznacza to jednak, że sprawa ochrony klimatu jest już przegrana.

Emisje dwutlenku węgla wracają do poziomu z 2019 r.
Emisje dwutlenku węgla wracają do poziomu z 2019 r.

Jak wynika z opublikowanych ostatnio w „Nature” wyliczeń grupy naukowców związanych z inicjatywą Global Carbon Project (GCP), na początku kwietnia średni dzienny poziom emisji dwutlenku węgla był na świecie o ok. 17 proc. niższy od przeciętnego zanotowanego w 2019 r. W skali globu był to kulminacyjny moment ograniczenia emisji, które osiągnęły poziom notowany ostatnio w 2006 r. W poszczególnych krajach w szczytowej fazie lockdownu redukcja emisji była jeszcze głębsza i sięgała nawet 34 proc.

Prawie połowa spadku towarzyszącego pandemii była związana z ograniczeniem aktywności transportu naziemnego. W kwietniu globalne emisje z tego źródła były niższe o ponad jedną trzecią. W energetyce redukcja wyniosła 7,4 proc., a w przemyśle – 19 proc. Największy procentowy spadek ze wszystkich sektorów – ok. 60 proc. – zanotował transport lotniczy. Niewielki wzrost emisji – niespełna 3 proc. – dotknął natomiast mieszkaniówkę. Wygląda jednak na to, że emisje szybko odrastają. Według wyliczeń GCP w drugim tygodniu czerwca były już tylko niespełna 5 proc. niższe niż ubiegłoroczna przeciętna.

W Chinach, które na początku roku odnotowywały przeciętny dzienny spadek emisji o ok. 25 proc. względem 2019 r., emisje wróciły już na ubiegłoroczny poziom. W USA, gdzie w kwietniu były one przeciętnie niższe o jedną trzecią, na początku czerwca emitowano już tylko o 7 proc. mniej niż w zeszłym roku. Podobna jest dynamika emisji w Europie i Indiach. Dotyczy to także Polski, skąd w kulminacyjnym momencie lockdownu do atmosfery trafiało o ok. 23 proc. mniej CO2 niż wynosiła przeciętna dla zeszłego roku, a w czerwcu ubytek wynosił już mniej niż 4 proc.

Z danych zebranych przez naukowców wynika, że w tym tempie świat może osiągnąć notowany w zeszłym roku poziom dziennych emisji CO2 już na przełomie lipca i sierpnia. Rob Jackson z Uniwersytetu Stanforda, który kieruje GCP, podkreśla, że o ile wzrost emisji towarzyszący znoszeniu restrykcji związanych z pandemią był spodziewany, o tyle tempo tego odbicia jest już uderzające. Łączna redukcja emisji od stycznia do kwietnia ma wynieść ok. 8,6 proc., zaś w skali całego roku 4–7 proc. – w zależności od dynamiki pandemii oraz przyjętych taktyk na rzecz jej przeciwdziałania. Bardziej optymistyczne założenia przyjmuje Międzynarodowa Agencja Energii (MAE), według której roczny spadek emisji może sięgnąć 8 proc.

Gdyby się to potwierdziło, oznaczałoby pierwsze w historii osiągnięcie pułapu redukcji uznawanego za niezbędny, by zahamować wzrost światowych temperatur poniżej progu 1,5 st. C w stosunku do czasów przedprzemysłowych, a co za tym idzie – uchronić się przed najbardziej dotkliwymi skutkami zmian klimatycznych. Sęk w tym, że osiągnięcie celu wymagałoby utrzymania pandemicznego tempa ograniczania emisji w kolejnych latach. Tymczasem – jak zauważają przedstawiciele GCP – większość zmian obserwowanych w 2020 r. będzie prawdopodobnie przejściowa. MAE przekonuje jednak, że w zasięgu możliwości – przy wdrożeniu odpowiednich rozwiązań antykryzysowych – jest trwałe utrzymanie poziomu emisji poniżej tego z 2019 r.

Agencja szacuje, że koszt realizacji tego scenariusza to ok. 3 bln dol. przeznaczonych na zielone inwestycje w ciągu trzech lat. Także eksperci GCP mówią o potrzebie ambitnych programów transformacji gospodarek. Redukcja, do jakiej doszło w kwietniu, wyznacza ich zdaniem granicę cięć emisji możliwych w ramach obecnego miksu energetycznego. Za pomocą narzędzi takich jak ograniczanie mobilności czy konsumpcji więcej osiągnąć się nie da. Podkreślają, że dzisiejsze decyzje w sprawie ratowania gospodarki są o tyle ważne, że z wysokim prawdopodobieństwem zdeterminują dynamikę emisji na kolejne dekady, a po ich podjęciu na korekty może być już za późno. Jak twierdzi jedna z autorek artykułu w „Nature”, klimatolożka Corinne Le Quéré, okno szansy na powstrzymanie kryzysu klimatycznego może się zamknąć już z końcem tego roku. 

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.