Autopromocja

250 mln zł na monitoring. NIK potwierdziła ustalenia dziennikarskiego śledztwa DGP

Strażacy pracują przy usuwaniu skutków katastrofy na Odrze
Po katastrofie na Odrze minister środowiska obiecała 250 mln zł na monitoring. Pieniądze były, sprzęt i ludzie też, a sprawnego automatycznego monitoringu rzek dalej nie maShutterstock
5 sierpnia 2025

NIK nie zostawiła suchej nitki na monitoringu wód, który po zatruciu Odry uruchomił rząd PiS. Nieprawidłowości przy tym projekcie ujawnił DGP

Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej po zatruciu Odry miał przeznaczyć 250 mln zł na monitoring wód. Chociaż monitoring środowiska jest ustawowym zadaniem Generalnej Inspekcji Ochrony Środowiska, pieniądze trafiły jednak do Instytutu Rybactwa Śródlądowego. Stało się tak na mocy porozumienia ówczesnych ministrów klimatu i rolnictwa.

System do monitorowania rzek drogi i nieskuteczny

W chwili ogłoszenia naboru wniosków przez NFOŚiGW, nadzorowany przez resort rolnictwa IRŚ był jedynym podmiotem, który mógł zostać beneficjentem programu. Zaczął więc budować monitoring od podstaw, zamawiając m.in. metodyki badań inne niż wykorzystywane przez GIOŚ. Ich koszt to 732 tys. zł, przy czym założenia dotyczące technologii systemu monitorowania zostały odebrane już po ogłoszeniu lub rozstrzygnięciu przetargów na jego najważniejsze elementy. Te zresztą okazały się znacznie droższe niż funkcjonujące już na rynku systemy.

„Średni koszt utworzenia i uruchomienia w ramach projektu jednej stacjonarnej stacji pomiarowo-kontrolnej wyniósł 105,8 tys. zł, zaś na pływające boje pomiarowo-kontrolne wydatkowano średnio 106,5 tys. zł” wyliczyła Najwyższa Izba Kontroli w opublikowanym w poniedziałek dokumencie z kontroli. Tymczasem system uruchomiony przez prywatną firmę niezależnie od programu NFOŚiGW na jeziorze Wigry posługiwał się w analogicznym czasie bojami, których koszt wraz z montażem wyniósł ok. 30 tys. zł. I miał tę przewagę, że działał i przesyłał dane o parametrach wody, czego nie można powiedzieć o systemie IRŚ. „Do 30 czerwca 2024 r. żadna z pływających boi pomiarowo-kontrolnych nie przesyłała danych” – zauważa NIK. Z 325 stacji kontrolnych, planowanych do uruchomienia w 2024 r., do końca czerwca funkcjonowało jedynie 46.

Stanowiska bez konkursów, zamówienia z pominięciem przepisów

Co więcej, pieniądze z projektu były wydawane z pominięciem zasad prawa zamówień publicznych. W taki sposób udzielono zamówień na pełnienie funkcji kierownika projektu na kwotę 1,5 mln zł i jego zastępcy na 1,4 mln oraz na dostawę elementów do boi na łączną kwotę 500 tys. zł. – Było zadanie do zrealizowania w określonym terminie i presja, dlatego dopiero później pomyślałem o tym, że trzeba było przeprowadzić zamówienie. Nie było czasu na przeprowadzenie tego postępowania. Jestem świadomy, że należało to zrobić, ale niestety czasu się nie cofnie – zeznał jeden z pracowników podczas kontroli. 1,2 mln zł przyznano zaś podmiotowi, który powinien być odrzucony w postępowaniu z powodów formalnych. W tym czasie w dziale zajmującym się właśnie zamówieniami publicznymi trwała rotacja pracowników. Tylko w 2023 r. odeszło stamtąd pięć osób.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.