Autopromocja

Kolorz: Od węgla zależy byt nawet miliona Polaków [WYWIAD]

Dominik Kolorz - szef Solidarności na Ślasku
<p>Dominik Kolorz, przewodniczący Zarządu Regionu Śląsko-Dąbrowskiego NSZZ „Solidarność”</p>Agencja Gazeta / Fot. Grzegorz Celejewski / Agencja Gazeta
5 maja 2021

- O przyspieszenie wygaszania kopalń o parę lat, np. do 2045 r., kruszyć kopii nie będziemy, ale już 10 lat nie wchodzi w grę - mówi w wywiadzie dla DGP Dominik Kolorz, przewodniczący Zarządu Regionu Śląsko-Dąbrowskiego NSZZ „Solidarność”.

Liczę się z tym, że niektórzy wszystkich nas, sygnatariuszy porozumienia, będą tak nazywać. Na pewno trudno przyjmować naszą umowę z rządem z wesołością. Niewątpliwie przyłożyliśmy rękę do likwidacji branży, która przez lata była kręgosłupem Śląska i nie tylko.

To oczywiście prawda. Ale nie było innego wyjścia. Prowadziliśmy szerokie konsultacje z ekspertami i alternatywnego, racjonalnego rozwiązania dla branży niż rozłożony w czasie program wygaszania powiązany z subsydiowaniem nie było. Polityka klimatyczna powoduje, że węgiel nie ma dziś na rynku szans. Pamiętajmy tylko, że są to czynniki bardzo odległe od zasad rynkowych. Wszystko, co jest związane z energią, opiera się na subsydiach, a na największe może dziś liczyć energetyka odnawialna. Węgiel nie tylko nie może liczyć na porównywalne wsparcie, ale jest w szczególny sposób obciążony podatkowo – bo przecież opłaty za emisje CO2 są formą podatku – i wizerunkowo. Mamy do czynienia z absurdalną sytuacją, w której wyprodukowanie megawatogodziny prądu kosztuje nieco ponad 100 zł, a podatek, którym jest ono obciążone wynosi ponad 200 zł. To Unia dobiła górnictwo.

Po pierwsze, wymaga tego nasze bezpieczeństwo energetyczne. Udział węgla w miksie będzie się stopniowo zmniejszać, ale w roli uzupełnienia i zbilansowania OZE – według naszych ekspertów – będzie nam potrzebny jeszcze w latach 40. Po drugie, subsydia będą remedium na rosnące koszty związane z unijnym systemem ETS. Umożliwią utrzymanie pod kontrolą cen energii dla obywateli. Jeśli ktoś twierdzi, że możemy mieć tańszą energię z samych źródeł odnawialnych, kłamie. Energia z wiatraków na morzu będzie droga, koszt jej subsydiowania w ciągu najbliższych dziesięcioleci będzie nawet czterokrotnie większy niż w przypadku górnictwa. Szansę na stabilne dostawy prądu daje atom, ale mało kto wierzy, byśmy byli w stanie uruchomić bloki jądrowe w przewidywanych przez rząd terminach. Bez planu wspierania kopalń groziłyby nam notoryczne przerwy w dostawach energii. No i wreszcie po trzecie i najważniejsze: czynnik ludzki. Najbardziej konserwatywne szacunki mówią o 250 tys. miejsc pracy związanych z górnictwem, według innych może to być nawet pół miliona. Biorąc pod uwagę rodziny, mówimy o liczbie od 600 tys. do miliona osób, których byt zależy od węgla. W tym kontekście wizje „zaorania” kopalń w perspektywie 5 czy 10 lat to nieodpowiedzialność. Uświadomimy to sobie, gdy wyobrazimy sobie sytuację, w której wszyscy ci ludzie z dnia na dzień straciliby źródło utrzymania, przestali płacić podatki i przeszli na garnuszek państwa. W ostatecznym rozrachunku dołożylibyśmy do tego więcej niż do jakiegokolwiek planu ratunkowego. Perspektywa przyjęta w umowie społecznej nie daje gwarancji, że uda się zapewnić Śląskowi alternatywne lokomotywy rozwoju, ale przynajmniej daje na to nadzieję.

Generalnie system jest skonstruowany tak, że podstawą jest utrzymanie miejsc pracy, a dopiero kiedy ich zabraknie, wchodzą osłony socjalne. Oczywiście może to rozczarować część górników, bo są tacy, którzy liczyli, że będą mogli przejść na urlop górniczy nawet w przyszłym roku, choć jego kopalnia ma dalej fedrować.

Rozwiązania w rodzaju odpraw dostępnych dla wszystkich już przerabialiśmy w latach 90. i do tej pory ponosimy konsekwencje. Wtedy górnicy dostali po 50 tys. zł, a jak te pieniądze się skończyły, większość z nich znalazła się na granicy biologicznego przeżycia. Dziś mamy oczywiście inną sytuację gospodarczą, ale biorąc pod uwagę strukturę zatrudnienia, zagrożenia i tak byłyby olbrzymie.

Idea takiego dochodu jest interesująca, może w przyszłości warto byłoby przeprowadzić na Śląsku pilotażowy program tego typu, ale generalnie to temat dla central związkowych. Proponowaliśmy w negocjacjach szerszy zakres osłon, ale rząd to kategorycznie odrzucał.

Szczerze mówiąc odwrócenia naszych ustaleń o 180 stopni nie bierzemy w ogóle pod uwagę. Co gdyby jednak tak się stało? Strach się bać. W porozumieniu mamy zapisy, które mówią o tym, że strony w dobrej wierze wrócą do rozmów, ale, jak już mówiłem, racjonalnych alternatyw dla górnictwa nie dostrzegam.

Jeżeli mówilibyśmy o przyspieszeniu o 2-3 lata, no, powiedzmy nawet do 2045 r., to o to kopii nie będziemy kruszyć. Ale sytuacja byłaby zupełnie inna, gdybyśmy mówili o skróceniu przyjętego harmonogramu np. o 10 lat.

Jeżeli minister Soboń czy ktokolwiek, kto będzie negocjował z Brukselą po stronie rządowej, przekaże nam, że zgodnie z oczekiwaniami Unii musimy zamknąć ostatnią kopalni w 2035 r., nasze stanowisko będzie proste: „Śląsk albo śmierć”. Pewnie skończy się na tym, że pięknie polegniemy na barykadach.

Rozmawiamy z rządem w dobrej wierze. Póki co rządzi ta, a nie inna ekipa. Zresztą nie widzę dziś opcji politycznej, która proponowałaby lepsze dla nas rozwiązania. Jeżeli potwierdziłoby się jednak, że rząd świadomie górników rozgrywa i nie zamierza wyegzekwować przyjętych ustaleń, to poniesie konsekwencje polityczne, przynajmniej na Śląsku. Warto, żeby rządzący pamiętali, jak kończą rządy, które łamią porozumienia zawarte z górnikami – tak jak zrobił to rząd Ewy Kopacz. Jest jeszcze coś w powiedzeniu, że ten, kto wygrywa wybory na Śląsku, wygrywa je w całej Polsce, a kto przegrywa na Śląsku, przegrywa też w całej Polsce.

Takie twierdzenia wynikają z nieznajomości tematu. Technologia wychwytu i magazynowania CO2, (CCS), od lat uważana jest za klucz do realizacji celów klimatycznych. Jest w fazie szybkiego rozwoju i, biorąc pod uwagę ceny pozwoleń na emisje CO2, już dziś się opłaca. Jeśli potwierdzi się, że w okresie przejściowym filarem polskiego systemu energetycznego ma być gaz, to biorąc pod uwagę bardzo nikłe krajowe zasoby surowca, mamy na wyciągnięcie ręki możliwości jego produkcji z polskiego węgla. Te inwestycje są też kluczowe z punktu widzenia dotrzymania harmonogramu wygaszania kopalń. Popyt na węgiel w energetyce będzie malał, w 2045 r. Nowe technologie mają szanse uzupełnić tę lukę. Podkreślam: to nie będą pieniądze wyrzucone w błoto, te inwestycje przysłużą się całej polskiej gospodarce. A fakt, że takich projektów wcześniej nie realizowano, wynika z zaniechań po stronie kolejnych rządów, a także polskich spółek węglowych i energetycznych.

Unia dokręca śrubę. Koszty emisji biją rekordy

38–40 proc. energii w UE w 2030 r. pochodzić ma ze źródeł odnawialnych – wynika z opisanych przez media założeń projektu nowej dyrektywy o OZE. To podwojenie dzisiejszego udziału takich instalacji w strukturze produkcji. Do tej pory cel OZE na 2030 r. mówił o 32 proc. Ostateczny kształt projektu ma ujrzeć światło dzienne w lipcu. Już dziś Bruksela przedstawi za to projekt nowej strategii przemysłowej. Jak podaje Bloomberg, ma ona stawiać m.in. na współpracę państw UE w zielonej energetyce i transporcie.

Unijny system praw do emisji coraz mocniej uderza w rentowność węgla i innych paliw kopalnych. We wtorek koszt emisji tony CO2 na europejskich rynkach po raz pierwszy w historii przekroczył próg 50 euro. 

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.