Jeśli w czymś jesteśmy mistrzami, to w świętowaniu przyszłych sukcesów. To umiejętność nietypowa, rzadka, ale akurat nam do życia niezbędna. Na sportowe turnieje jedziemy tylko po medal, chodź zwykle nie wychodzimy z grupy, przed trudnymi negocjacjami rozstawiamy wszystkich po kątach, by potem wziąć bez sprzeciwu, co dają. Cieszymy się z superszybkiego pociągu, choć nie będzie miał po czym jeździć, a jeśli dowiadujemy się, że w naszej ziemi może być gaz, to... szalejemy na całego.
Zaczynaliśmy trzy lata temu od 1,4 bln metrów sześc., potem stawka wzrosła do 3 bln, co miało nas uniezależnić od wszystkich, ze Wschodu i Zachodu, na 200 lat. Ówczesny wiceminister skarbu Mikołaj Budzanowski ogłaszał, że to historyczna chwila, Radosław Sikorski przekonywał, że za 10-15 lat możemy stać się drugą Norwegią, a Donald Tusk przed wyborami w 2011 roku poinformował z radością, że już wie, jak podzielić pieniądze z gazu łupkowego, który popłynie już w 2014 r. Gazownicy liczyli przyszłe zyski, ekonomiści wspominali o rozwiązanym problemie z przyszłymi emeryturami, a każdy, kto choćby półgębkiem wspomniał coś, że może jednak nie do końca, że niewiele jeszcze wiemy, a badania, które nas tak cieszyły, pochodzą z lat 70., wyzywany był natychmiast od agentów Gazpromu albo ekologów co najmniej.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.