Świat cierpi na brak surowców. Politycy nie mają pomysłu, jak zmierzyć się z problemem. Kierują uwagę społeczną na energię alternatywną. Ta nie zapewni światu liczby kilodżuli wystarczającej, by się rozwijał.
Świat złakniony energii z niepokojem śledzi doniesienia o wyczerpywaniu się złóż ropy, wzroście zapotrzebowania Chin i Indii, rewoltach na roponośnych obszarach Bliskiego Wschodu. Boimy się, więc tym chętniej słuchamy opowieści o cudownym ocaleniu, które ma nam przynieść tak zwana energia alternatywna – tania, czysta i niewyczerpana. To jednak tylko bajki opowiadane przez polityków. Na obecnym etapie rozwoju technologicznego taka energia nie istnieje. Jesteśmy skazani na kopaliny i atom. O te pierwsze niedługo być może trzeba będzie walczyć, drugi zaś jest niebezpieczny, jak pokazała Fukushima.
Miraż alternatywnej przyjaznej energii przydaje się jednak jako narzędzie polityczne. Jest zasłoną dymną dla niezdecydowania i braku pomysłów, jak zaradzić spodziewanym niedoborom kopalin oraz narastającemu apetytowi gospodarek wschodzących. Te dwa czynniki pchają główne państwa świata do konfliktu o surowce. Nie jest łatwo komunikować własnemu społeczeństwu, że trzeba się do niego przygotować. Prezydent Republiki Federalnej Niemiec Horst Koehler został zmuszony do złożenia dymisji, gdy zasugerował publicznie, że Niemcy powinny rozważyć użycie sił zbrojnych do zabezpieczenia szlaków przesyłowych. Pouczający przykład, bezpieczniej mówić o zielonej energii oraz redukcji CO2 niż o wojnie o ropę i gaz.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.