Azja staje się coraz droższa. Rodzime firmy w poszukiwaniu nowych miejsc, w których mogłyby zlecać produkcję, wracają nad Wisłę
Światowa branża odzieżowa od wielu lat masowo korzysta z azjatyckich, głównie chińskich, szwalni. To standard. Gros sprzedawanych dziś w Europie T-shirtów, koszul, sukienek, spodni czy kurtek uszyli właśnie Azjaci. Jeszcze niedawno produkcja odzieży w Chinach gwarantowała stosunkowo dobrą jakość, a przy tym była tania. Problem w tym, że w ostatnich latach koszty znacznie wzrosły, szczególnie zaś podrożała robocizna. – Kiedyś miesięczny koszt utrzymania szwaczki w chińskim zakładzie, który jest w stanie spełnić normy jakościowe, wynosił 200–300 dol., teraz jest to już co najmniej 500 dol. A te wymogi płacowe pracowników stale rosną, przeciętnie o kilkanaście procent rocznie – wyjaśnia Sebastian Kadelski z firmy Mount, właściciela marki HiMountain. Powód jest prosty. Praca w azjatyckiej szwalni czy w fabryce przy produkcji obuwia nie należy do łatwych ani bezpiecznych (chodzi m.in. o hałas oraz styczność z chemikaliami). – Coraz częściej pracownicy nawet po kilku czy kilkunastu miesiącach odchodzą z fabryk i szukają zajęcia np. w bardzo szybko rozwijającym się w Chinach sektorze usług. A wyszkolenie nowych robotników również kosztuje – dodaje Kadelski.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.