Po dwóch dekadach działalności Specjalnych Stref Ekonomicznych zmienia się ich rola. W najbliższych latach kluczowe będzie zwiększenie liczby inwestycji o charakterze innowacyjnym.
Pierwsza polska strefa obchodzi w tym roku swoje XX-lecie. Mielec, bo tam właśnie powstała, długo akceptował rewolucję, która wiązała się z przekształceniem potężnych zakładów przemysłu lotniczego, metalowego, zatrudniających ponad 22 tys. osób, w nowatorski i nieznany projekt, działający pod warszawskim zarządem. – W tamtych czasach nie było innego, gotowego rozwiązania. Gdy załamał się rynek wschodni, trzeba było mocno zdywersyfikować produkcję i dokonać gwałtownej restrukturyzacji – tłumaczy Krzysztof Ślęzak, dyrektor Mieleckiej Strefy Ekonomicznej. W pierwszej SSE miało powstać 7 tys. miejsc pracy. Nad jej realizacją czuwał rząd i Agencja Rozwoju Przemysłu, z której inicjatywy powstało studium wykonalności SSE. Dzisiaj dyrektor Ślęzak nie musi przekonywać, że plan, którego wielu się obawiało, zakończył się sukcesem. W mieleckiej SSE znalazło zatrudnienie ponad 30 tys. osób, a wokół niej funkcjonują setki podwykonawców. Nie zawsze jednak wszystko toczyło się bezproblemowo. Przedsiębiorcy nieufnie podchodzili do ulg podatkowych. Najtrudniej jednak było przekonać inwestorów, którzy Mielec odrzucali już na wstępie, ze względu na przeciętną lokalizację. Pod tym względem łatwiej miały Wałbrzych i Katowice – mówi Ślęzak. Dziś jest już zupełnie inaczej. Mielecka SSE zlokalizowana jest w 26 podstrefach w pięciu województwach, a jej tereny inwestycyjne ciągną się od Szczecina po Sanok.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.