Komentarz do planów nowego rządu dotyczących zwiększania dochodów i wydatków budżetu można streścić w czterech słowach: najpierw dochody, później wydatki. Niestety, wiele wskazuje na to, że w Prawie i Sprawiedliwości dominuje inne podejście. Może nie „najpierw wydatki, później dochody”, ale niezbyt od tego odległe przekonanie, że uda się równocześnie zwiększać wydatki i dochody państwa. To dość niebezpieczne myślenie.
Najbardziej znamienny przykład to 500-złotowy dodatek na dziecko, pomysł, który poniekąd sfinansuje się sam: rodziny, które dostaną pieniądze, będą je wydawać, płacąc przy okazji VAT czy akcyzę (miejmy nadzieję, że tę paliwową). W części tak mogłoby być. Ale jeśli ktoś dostanie 500 zł w kwietniu przyszłego roku, to ile razy musiałyby one w ciągu tego miesiąca przejść z ręki do ręki, żeby wygenerować budżetowi tyle dochodów, by pozwoliły wypłacić dodatek w kolejnym miesiącu (a raczej – za dwa miesiące, bo trzeba dodać czas na rozliczenie)?
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.