W Polsce przez lata dominowało przekonanie, że państwo dobrobytu na wysokim poziomie to luksus, na który nas (kraju na dorobku) po prostu nie stać. Z biegiem czasu zaczęliśmy się jednak orientować, że jego chroniczny brak to jedna z cywilizacyjnych barier, które nie pozwalają nam dogonić bogatego Zachodu. I jak wyjść z tej pułapki? Dawid Sześciło ma pewien pomysł.
Sześciło to prawnik i badacz administracji publicznej. W 2014 r. opublikował książkę „Rynek – prywatyzacja – interes publiczny”, którą z miejsca nominowaliśmy do nagrody Economicus. Była to bowiem świeża i inspirująca próba krytycznej rozprawy z myśleniem o usługach publicznych, które królowało w Polsce po przełomie 1989 r. Sześciło wskazywał w niej na pułapki, jakie przyniosła nam nadmierna fascynacja nowym zarządzaniem publicznym. A więc przekonaniem, że państwo powinno w dostarczaniu usług publicznych zajmować miejsce raczej sternika niż wiosłującego. Co pozwoli mu być państwem tanim. Projekt brzmiał z pozoru świetnie, ale w praktyce skończył się wieloma patologiami: psuciem rynku pracy przez nagminny outsourcing, wyciekaniem pieniędzy poprzez system partnerstwa publiczno-prywatnego czy pełzającą prywatyzacją wielu dziedzin życia. Od opieki medycznej po przedszkolną.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.