Z pewnością rok 2012 odciśnie piętno na naukach ekonomicznych. Kolejne pokolenia naukowców i studentów będą analizowały, jak to możliwe, że mimo obniżenia stóp procentowych do zera i pomimo wydrukowania bilionów euro oraz dolarów gospodarka światowa ponownie stoczyła się w otchłań recesji.
Na razie, na przełomie kwietnia i maja, ciągle tkwimy w oparach świeżej farby drukarskiej na nowych banknotach, które powodują różne przywidzenia i wizje, przesłaniając rzeczywistość. Nawet poważne instytucje międzynarodowe po spowodowanych drukiem pieniędzy wzrostach na giełdach w pierwszym kwartale zaczęły rewidować w górę prognozy wzrostu gospodarczego dla świata, Europy i Polski. Ale podtrzymanie iluzji wymaga coraz większej skali druku, coraz większej dawki narkotyku, co zaczyna prowadzić do gigantycznych patologii.
Na przykład banki włoskie i hiszpańskie, zamiast udzielać kredytów firmom, kupują obligacje rządowe. Prowadzi to do radykalnego wzrostu ryzyka kryzysu całego systemu bankowego w strefie euro. Ponieważ skala druku pieniądza była zbyt mała do podtrzymania iluzji, przedsiębiorcy zobaczyli, jak wyglądają realia, i dokonali rewizji swoich planów. Kwietniowe badania koniunktury w strefie euro pokazały, że wchodzimy w głębszą i dłuższą recesję, niż prognozowała większość analityków. Poza autorem tego tekstu i kilkoma innymi ekonomistami, którzy ostrzegali do dłuższego czasu, że polityka drukowania pieniędzy doprowadzi do tragedii w unijnej gospodarce, a to przełoży się na gospodarkę polską. Takie prognozy były jednak określane jako „krakanie”, „czarnowidztwo” albo „nadmierny pesymizm”. Ponieważ, niestety, zaczynają się sprawdzać, i to o kilka miesięcy wcześniej, niż oczekiwałem, przypomnę, jakie według mnie wydarzenia w gospodarce prawdopodobnie nas czekają w tym i przyszłym roku.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.