Autopromocja

Problemy Turcji już bolą polskich eksporterów

Konflikty ograniczają nasz eksport na Bliski Wschów
Konflikty ograniczają nasz eksport na Bliski WschówDziennik Gazeta Prawna
30 sierpnia 2016

Sprzedaż naszych towarów do największych krajów z rejonu Bliskiego Wschodu zmniejszyła się od początku roku o ponad 400 mln zł.

Turcja miała być jednym z tych krajów, do których eksport z Polski w nadchodzących latach miał rosnąć najszybciej. Analitycy prognozowali nawet dwucyfrową dynamikę, w czym utwierdzały dobre wyniki z ostatnich lat. Tegoroczne dane wskazują jednak na odwrócenie się trendu. Od stycznia do maja, według danych GUS, wartość naszego eksportu do Turcji wyniosła 5 mld zł, czyli była o 7,5 proc. mniejsza niż w tym samym czasie roku ubiegłego. Ten rok może być pierwszym od kilku lat, w którym sprzedaż do tego kraju się skurczy.

Z Polski do Turcji trafiały głównie wyroby przemysłu elektromaszynowego, takie jak silniki, maszyny żniwne i koszące, pralki, turbiny, sprzęt RTV, sektora motoryzacyjnego i przemysłu chemicznego. Według naszych rozmówców konsekwencje napiętej sytuacji w tym regionie w największym stopniu ponoszą średni i mali przedsiębiorcy, bo to oni w pierwszej kolejności zainteresowali się tym krajem. Szukali dostępu do lokalnych odbiorców na własną rękę, nie czekając na wsparcie, jakie w kontaktach zaoferuje im polski rząd. Jeśli chodzi o dużych graczy na tureckim rynku, to jak zauważają eksperci, można ich jak na razie policzyć na palcach najwyżej dwóch rąk. Oni dopiero mieli zamiar rozkręcić współpracę z lokalnymi odbiorcami. Wiele po tym kierunku obiecywała sobie na przykład branża zbrojeniowa.

Firmy nie ukrywają, że czekały na inwestycje, które miały ruszyć w tamtym regionie. – Mowa przede wszystkim o projektach, które miały być realizowane na terenie państw turkijskich (Turkmenistan, Kazachstan, Kirgistan, Uzbekistan, Azerbejdżan). Ich wykonawcą mieli być tureccy przedsiębiorcy. Zgłaszali oni jednak zapotrzebowanie na kooperację z firmami, również z naszego kraju, doświadczonymi, dysponującymi dobrymi referencjami i ciekawym towarem – mówi Wiesław Olszewski, sekretarz zarządu Polsko-Tureckiej Izby Gospodarczej.

Konsekwencją wydarzeń w Turcji jest jednak spadek siły nabywczej tamtejszych gospodarstw domowych oraz przedsiębiorstw związany z osłabieniem lokalnej waluty, ale i słabszą koniunkturą wewnętrzną. – W okresie niepewności ograniczane są zakupy towarów o bardziej trwałym charakterze – komentuje Piotr Soroczyński, główny ekonomista KUKE.

Utrudnione są kontakty z tureckimi odbiorcami, którzy nie odpowiadają na maile, nie potrafią zadeklarować, kiedy złożą kolejne zamówienia, nie mówiąc już o wielkości kolejnych dostaw. Firmy spodziewają się dalszego ograniczenia zleceń do Turcji. – Zadebiutowaliśmy nad Bosforem w ubiegłym roku. Udało nam się wówczas zrealizować trzy dostawy. Na początku tego roku jeszcze jedną. Od pewnego czasu nie możemy skontaktować się z tamtejszym partnerem handlowym – mówi Ewa Kozarna, menedżer eksportu w spółce Bell, specjalizującej się w kolorowych kosmetykach.

Nasi przedsiębiorcy zwracają uwagę, że lokalni dystrybutorzy obawiają się inwestować we wprowadzanie na tamtejszy rynek nowych produktów, co wiązałoby się z koniecznością aktywnej promocji. Skupiają się na sprawdzonych towarach, ale i z nimi bywają problemy natury logistyczno-administracyjnej. – Na początku czerwca wysłaliśmy pierwsze cztery palety. Jakie było nasze zdziwienie, kiedy nasz turecki odbiorca poinformował nas, iż towar z izby celnej odebrał dopiero przed kilkoma dniami. Dla nas nie rodzi to żadnych kłopotów. Dla niego natomiast wiąże się z zamrożeniem na dłuższy czas gotówki, co może zniechęcać do importu – opowiada Mikołaj Rubeńczyk, wiceprezes zarządu spółki Pylon, specjalizującej się w produkcji kolumn głośnikowych.

Eksperci uważają jednak, że nie należy rezygnować ze współpracy z tureckimi przedsiębiorcami. – To niezwykle chłonny i perspektywiczny rynek, na który drzwi mimo wszystko otwierają się coraz szerzej. Przykładowo w lipcu nowe pozwolenia na eksport do tego kraju uzyskały polskie zakłady produkujące wołowinę – zauważa Radosław Jarema.

Przedsiębiorcy przyznają, że na razie przyjmą pozycję wyczekującą. – Liczymy, że przez trzy kwartały uda nam się utrzymać zamówienia na niezmienionym poziomie. Potem liczymy na większy odzew. Szczególnie że mamy sygnały, że nasz towar dobrze się przyjął – mówi Mikołaj Rubeńczyk.

Mniej eksportujemy do większości krajów w tym regionie. Według danych GUS do ogarniętej wojną Syrii sprzedaliśmy w 2015 r. prawie pięciokrotnie mniej niż w 2010 r. Ten rok przynosi dalsze spadki. Wartość eksportu od stycznia do maja tego roku zmalała bowiem o ponad 26 proc. w porównaniu z 2015 r. – Tym samym ma już wręcz śladowy charakter. W naszym eksporcie do Syrii dominowała w ostatnim czasie żywność – wyjaśnia Piotr Soroczyński.

Syria nie jest wyjątkiem. Gorzej zaczyna się dziać także na tych rynkach, na których polski eksport nieźle dawał sobie radę. – Do niedawna jeszcze w pobliskich państwach, jak Liban i Irak, naszym przedsiębiorcom udawało się, mimo zagrożeń, rozwinąć działalność eksportową. Niestety, po pięciu miesiącach tego roku widać spore osłabienie na kierunku irackim o 56,9 proc. i zwolnienie dynamiki wzrostu wywozu do Libanu, który zwiększył się zaledwie o 3,7 proc. Może to zwiastować wyhamowanie polskiego wywozu również na te rynki – komentuje Radosław Jarema, szef Akcenty w Polsce, firmy specjalizującej się w obsłudze transakcji walutowych. 

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.