Po drogach całego świata jeździ 900 mln samochodów, z czego zaledwie 100 tys. napędzanych silnikami elektrycznymi, wliczając w to meleksy. Te proporcje zmieniają się jednak w błyskawicznym tempie. Elektryczna rewolucja w motoryzacji przestaje być iluzją oraz życzeniem ekologów: ostatnie podwyżki cen ropy zmusiły koncerny do większego skoncentrowania się na autach na prąd.
W walce o portfele klientów prześcigają się już nie tylko osiągami i rozwiązaniami technologicznymi, lecz także cenami. Główni producenci szacują, że pod koniec dekady na świecie będzie jeździć aż 20 mln elektrycznych samochodów. Dziś jest ich zaledwie 100 tys., wliczając w to wszystkie meleksy kursujące po polach golfowych.
Po raz pierwszy producenci samochodów zajęli się napędem elektrycznym w 2008 r., gdy cena baryłki ropy zbliżyła się do 150 dol. Później przyszedł kryzys i ceny ropy spadły o połowę, jednak prace nad elektrowozami nie zwolniły. Inżynierów motywowała wyraźna, głównie w USA i Europie Zachodniej, tendencja do przesiadania się do bardziej ekonomicznych aut. I tak dojechaliśmy do 2011 r., kiedy Afryka Północna stanęła w ogniu, ponownie windując ceny ropy. A producenci wykorzystali moment do zaprezentowania światu tego, nad czym pracowali przez ostatnie trzy lata.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.