Jeśli premier Tusk myśli, że w Polsce nie będzie protestów jak w Wielkiej Brytanii, myli się. Gospodarka przyspiesza, więc pracownicy chcą coś z tego uszczknąć dla siebie. Tym bardziej że idą wybory.
Kilkaset tysięcy ludzi protestowało w sobotę na ulicach Londynu przeciw opiewającym na 80 mld funtów oszczędnościom, które zaplanował rząd premiera Davida Camerona. To była największa demonstracja w Wielkiej Brytanii od 2003 roku, gdy protestowano przeciwko wojnie w Iraku. Ale na pewno nie ostatnia.
Jeśli premier Donald Tusk sądzi, że do wyborów ma zapewniony spokój, bo w przeciwieństwie do Camerona żadnych cięć nie przeprowadza, to może być w wielkim błędzie. Przedsmak tego, co może nas czekać, mieliśmy już w postaci protestujących w Sejmie pielęgniarek, pocztowców przed kancelarią premiera czy demonstrujących w Katowicach górników. Związkowcy widzą, że gospodarka rośnie, kryzys minął, mogą więc wrócić do większych roszczeń i przypomnieć o sobie.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.