Czy zjedzą nas roboty? Nawet nie będą musiały tego robić dosłownie. Po prostu pożrą nasze miejsca pracy. Teraz zastępują robotników niewykwalifikowanych, a jak już z nimi skończą, przystąpią do konsumpcji prac zarezerwowanych dotąd dla białych kołnierzyków: lekarzy, prawników, ekonomistów. Kto nie wierzy, niech zajrzy do wydanej kilka lat temu książki amerykańskiego przedsiębiorcy Andy’ego Kesslera pod wymownym tytułem „Zjadanie ludzi”. Przy czym zaznaczam, że nie jest to książka z gatunku science fiction.
Nie ma co ukrywać, że to wizja przerażająca. Ale ilekroć ktoś zabiera się do narzekań na ten temat, spotyka go nagana. I zarzut o zawracanie Wisły kijem. Ewentualnie uprawianie neoluddyzmu. Pamiętają państwo? Luddyści to byli protozwiązkowcy, którym nie podobała się mechanizacja rzemiosła na początku rewolucji przemysłowej. I słusznie im się nie podobała, bo dla nich oznaczała prawdziwy armagedon. Ich praca zniknęła. A zyski ze wzrostu produktywności pojawiły się – a i owszem – ale dopiero pokolenie lub dwa później. Marna pociecha dla Neda Ludda i jego towarzyszy w 1779 r.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.