Komentarz redakcji: Zielony wrzód na pośladku szkoły

Mira Suchodolska
Mira SuchodolskaDGP
3 września 2010

Ledwie zabrzmiał dzwonek na lekcje, w szkołach rozdzwoniły się telefony. To dzwonią agenci firm turystycznych i właściciele pensjonatów (im bardziej zapuszczone, im trudniej im zdobyć normalnych gości, tym częściej i natarczywiej wydzwaniają).

Bo koniec sezonu turystyczno-wakacyjnego oznacza dla nich nową okazję do zarobku, którą z bliżej nieznanych przyczyn zwykło się nazywać zieloną szkołą. Zmora rodziców, wrzód na – wiadomo czym – nauczycieli oraz jedna z większych bzdur w i tak nie najmądrzejszym systemie szkolnictwa. Idiotyczny pomysł, który nie wiedzieć czemu zamienił się w przymus.

Na zielone szkoły wyjeżdża się zaraz po rozpoczęciu roku szkolnego, w celu – jak twierdzą niektórzy – zintegrowania klas i rozpoczęcia nauki w miłej, nieformalnej atmosferze. Albo na wiosnę – aby odpocząć przed czekającymi wakacjami (oficjalna wersja głosi, że to odpowiedź na wiosenne zmęczenie), choć dla wielu uczniów lepiej by było siąść nad podręcznikami przed końcem roku.

Pozostało 44% treści
Wybierz pakiet i czytaj bez ograniczeń.

Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.

Autopromocja
381453mega.png
381439mega.png
381484mega.png