Evo Morales może uchodzić za ekscentryka światowej polityki, ale gdyby nie jego żarliwie antyamerykańska i antyimperialistyczna polityka, neoliberałowie mogliby nosić go na rękach: boliwijska gospodarka po raz pierwszy od dekad wyszła na prostą
Festiwal uścisków, uśmiechów, wznoszonych w górę ramion, wielobarwnych strojów i żarliwych orędzi – kilka ostatnich miesięcy w Boliwii upłynęło pod znakiem przypominania rodakom Moralesa, że ich prezydent to prosty człowiek z ludu. Evo uwijał się na wiecach. Siostro – tak zwracał się do kobiet, szefie – mówił mężczyznom, okazując jakże ceniony w kulturze macho szacunek. Nie obyło się też bez pogróżek. – Spuścimy tęgie lanie imperium, tym wszystkim zdrajcom, separatystom i kapitalistom – perorował na ostatnim przed głosowaniem wiecu.
Teraz z Płatnościami powtarzalnymi BLIK
zyskasz dostęp do wszystkich treści
za 29 zł / miesiąc przez 3 miesiące
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Teraz z Płatnościami powtarzalnymi BLIK
zyskasz dostęp do wszystkich treści
za 29 zł / miesiąc przez 3 miesiące
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
