Chądzyński: Polska potęgą w przeciąganiu liny [OPINIA]

Marek Chądzyński
<p>Marek Chądzyński</p>Dziennik Gazeta Prawna / fot. Bartlomiej Molga
26 stycznia 2021

Z jednej strony rząd próbuje zatrzymać rozprzestrzeniającą się pandemię, robiąc, co umie, czyli wprowadzając zakazy i nakazy, z drugiej przedsiębiorcy próbują przetrwać, uruchamiając w sobie nieznane wcześniej pokłady innowacyjności w omijaniu tychże zakazów.

Z tego punktu widzenia jedna z najnowszych akcji „oddolnego odmrażania”, prowadzona przez branżę fitness, ociera się o geniusz. Bo pomysł, by móc chodzić na siłownię na podstawie licencji przyznanej przez Polski Związek Przeciągania Liny, jest kwintesencją tej ciągłej szarpaniny, i to w kilku wymiarach. Jest praktyczny, bo taka licencja może rzeczywiście otworzyć podwoje siłowni dla kogoś, kto nie jest zawodnikiem żadnego klubu. Praktyczność polega też na tym, że organizatorzy akcji mogą przy okazji przytulić kilka groszy, gdyż wypełnienie i przesłanie deklaracji pobranej ze strony PZPL nie jest darmowe (50 zł dla osoby bez klubu, 15 zł dla trenującego w klubie). Drugi wymiar jest oczywiście komiczno-symboliczny: budowanie szerokiej kadry narodowej w sporcie, który do tej pory raczej kojarzył się z festynem z okazji pierwszego dnia lata, zapewne zagwarantuje Polsce pozycję światowego czempiona w tej dziedzinie, a przeciąganie liny ma szansę stać się naszą dyscypliną narodową. I dobrze, bo tradycję w zawodach „kto kogo” mamy długą.

Pozostało 77% treści
Wybierz pakiet i czytaj bez ograniczeń.

Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.

Autopromocja
381453mega.png
381439mega.png
381484mega.png