Spółdzielnie kojarzą się w Polsce albo źle, albo (co najwyżej) mało poważnie. Tymczasem to prawdopodobnie jeden z niewielu skutecznych sposobów na podpiłowanie rogów barbarzyńskiego kapitalizmu w XXI w.
Większość zapytana o spółdzielnie odpowie zapewne ciągiem PRL-owskich skojarzeń: Spółdzielnia Pracy „Woreczek”, która była u Tyrmanda przykrywką dla zorganizowanej działalności przestępczej, spółdzielnie mieszkaniowe jak z serialu „Alternatywy 4”. I tak dalej. A w III RP? Albo afery związane ze spółdzielniami pracy inwalidów (przypadek eksteścia byłego prezydenta RP), albo ewentualnie zabawa w kooperatywy popularna wśród zblazowanej wielkomiejskiej hipsterki. W sumie nic, czym warto by sobie zawracać głowę w poważnych ekonomicznych dyskusjach. Nieco inną perspektywę proponuje nam jednak młoda badaczka z Uniwersytetu Harvarda Shannon Rieger, laureatka zeszłorocznej nagrody za „Myślenie do przodu”, którą przyznaje nowojorski think tank The Century Foundation.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.