Volkswagen fałszował dane o emisji spalin, czym z marszu zasłużył sobie na miano motoryzacyjnego czarnego charakteru. A może w rzeczywistości jest pokrzywdzonym? Pierwszą ofiarą idiotycznych regulacji, które nabijają portfele ekologom i politykom, psują nam auta i nie mają większego wpływu na środowisko?
Zanim zabrałem się do pisania tego materiału, przeczytałem kilkadziesiąt polsko- i anglojęzycznych publikacji na temat ostatnich wydarzeń wokół grupy VW. Przekaz ich wszystkich był w zasadzie taki sam: Niemcy nas trują! Mógłbym się przyłączyć, to byłoby jednak kopanie leżącego. Pod warunkiem że w ogóle bym się dopchał, bo przecież okładany jest już z każdej strony: przez Amerykę, Europę, Chiny (skąd w Pekinie nagle taka troska o środowisko?), ekologów, konkurencję, a nawet prokuratorów i samych klientów. Eksperci optymiści wróżą mu chude lata, a pesymiści – całkowite unicestwienie. Ale czy cała ta awantura to wyłącznie wina Volkswagena? A może jest tylko kozłem ofiarnym, którego postanowiono spalić na stosie ułożonym z obłudy i ekologicznych kłamstw?
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.