Raczej niebezpieczny pan Hollande” – tak swoją pierwszą stronę przed wyborczym zwycięstwem francuskiego socjalisty zatytułował „Economist”. Kto by się spodziewał, że teza publicystyczna brytyjskiego magazynu tak szybko stanie się rzeczywistością.
Najpierw Hollande zafundował Unii spektakl blokowania paktu fiskalnego. Gdy nie udało się przekonać Angeli Merkel do jego radykalnej renegocjacji, wybił umowie zęby. Francja nie wprowadzi do konstytucji kotwic zadłużenia. Gdy na taki gest decyduje się druga gospodarka strefy euro, nie sposób oczekiwać, by pakt został poważnie potraktowany przez rynki finansowe.
Dalej było gorzej. Socjalista zaproponował powołanie funduszu wzrostu, konstruując przy tym nowy mechanizm polegający na przesuwaniu pieniędzy z budżetu UE. Chodzi o niewydane fundusze strukturalne, które powinny posłużyć np. do walki z bezrobociem nad Sekwaną. Tutaj Hollande, który jest zwolennikiem unii co najmniej dwóch prędkości (strefy euro i reszty), okazał się gorliwym wyznawcą zasady solidarności w UE. Dlaczego niewydane przez Rumunów czy Bułgarów fundusze nie mogą posłużyć któremuś z państw unii pierwszej prędkości – najlepiej Francji?
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.