Autopromocja

Zakup sprzętu ochronnego jak film sensacyjny. Na zakupy ruszyli spekulanci

Maseczka ochronna
Maseczka ochronnaShutterStock
23 kwietnia 2020

Kilkanaście kilometrów mają kolejki do odprawy na lotniskach, więc część sprzętu ochronnego pojedzie koleją.

W ramach mostu powietrznego z Chin ma być sprowadzone 11 tys. m sześc. sprzętu ochronnego, przede wszystkim maseczek, kombinezonów i rękawiczek. Do tej pory przywieziono mniej więcej połowę. Kolejne 3,5 tys. m sześc. jest już kupione w ChRL i znajduje się w magazynach wynajętych przez przedstawicieli Polski w pobliżu lotnisk.

Zakup sprzętu przypomina nieco akcję filmów sensacyjnych, gdzie główni aktorzy poruszają się nieco po omacku. Rynek jest dynamiczny, a ceny radykalnie falują, ponieważ na zakupy ruszyli również spekulanci. Do sprzedaży zabrało się wielu pośredników, którzy wcześniej sprowadzali do Polski np. sprzęt elektroniczny. W ich weryfikacji brała udział m.in. Krajowa Administracja Skarbowa, bo do gry o maseczki włączyły się też zorganizowane grupy przestępcze z Chin i Rosji, które – fałszując certyfikaty – wciskały kupującym sprzęt, który przed niczym nie chroni. Stąd doniesienia z Hiszpanii czy Holandii o tym, że duża część zakupów była wadliwa. Przekręt polegał np. na tym, że dobrej jakości było tylko 10 proc. zamówienia. Reszta była niewiele warta i rozpadała się w rękach.

Ze strony Polski sprzęt kupują spółki Skarbu Państwa, jak KGHM i Orlen, a także Agencja Rezerw Materiałowych i Agencja Rozwoju Przemysłu. Na miejscu działają przedstawiciele Polskiej Agencji Inwestycji i Handlu, a w wyszukiwaniu i sprawdzaniu kontrahentów pewną rolę odgrywają funkcjonariusze Agencji Wywiadu. Chińskie certyfikaty i zdjęcia sprzętu są przesyłane do Centralnego Instytutu Ochrony Pracy Państwowego Instytutu Badawczego, który ma potwierdzać ich autentyczność.

Z kolei przy odbiorze towaru przedstawiciele Polski mają sprawdzać zgodność próbek z towarem. I choć procedury radykalnie przyspieszono, to i tak doszło do przypadku, że towar, który już był zarezerwowany przez Polaków, został sprzedany komu innemu w czasie dosłownie kilku godzin, podczas których sprawdzano certyfikaty. Walka o maseczki jest zacięta. Zdarza się, że np. Amerykanie przelicytowują sprzęt, który jest już załadowany w samolotach. I w takim działaniu nie są jedyni, robili to także Francuzi.

Do zawirowania doszło 1 kwietnia, gdy Chińczycy zmienili swoje przepisy celne tak, że certyfikat jakości musi teraz wydawać pracownik fabryki, w której powstaje sprzęt. Część towarów będących już na lotniskach została wtedy zawrócona. Nam udało się tego uniknąć w dużej mierze dzięki pracy ambasadora w Pekinie Wojciecha Zajączkowskiego i jego pracowników. Nie zmienia to jednak faktu, że kolejki do odprawy m.in. na lotnisko Pudong w Szanghaju, skąd sprzęt jest wysyłany do Polski, wynoszą obecnie kilkanaście kilometrów, a zamówione towary czekają w nich już cztery dni.

– Także dlatego rozpoczynamy ich ładowanie do kontenerów i część towaru przyjedzie do nas pociągami. Ten sprzęt ochronny powinien dotrzeć do Polski za dwa, trzy tygodnie – wyjaśnia Michał Kuczmierowski, p.o. prezesa Agencji Rezerw Materiałowych. Jeśli chodzi o samoloty, to korzystamy głównie z dreamlinerów LOT (wchodzi tam do 130 m sześc. ładunku) i antonowów 124 Rusłan w ramach natowskiego programu SALIS. By maksymalnie wykorzystać przestrzeń ładunkową (tonaż nie jest problemem, bo sprzęt jest lekki), na początku ładowane są największe palety, potem te mniejsze, a wreszcie część towarów jest zdejmowana z palet i wkładana w wolne przestrzenie, w których całe palety by się nie zmieściły.

Na pytanie, czy warto było robić show z ukraińskim antonowem 225 Mrija, czyli największym samolotem transportowym świata, jeden z naszych rozmówców odpowiada, że wynajęcie kilku mniejszych maszyn wcale nie musiało być tańsze, bo do tego dochodzą opłaty za sloty na lotniskach i opłaty handlingowe. Adrian Furgalski, prezes zespołu doradców gospodarczych TOR, w rozmowie z DGP twierdził jednak, że warto było do tego celu wynająć samoloty LOT, by w ten sposób wspomóc narodowego przewoźnika w trudnym czasie. Przywieziony do końca maja sprzęt powinien nam stworzyć kilkutygodniowy zapas. Później mamy się opierać głównie na produkcji krajowej, m.in. na zakupach od Grupy TZMO.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.