Czy funkcjonariusz Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego jest „agentem”? Jak wygląda rekrutacja do służby? Czy rodzina wie, gdzie pracuje funkcjonariusz? I gdzie przebiega granica między skuteczną operacją a naruszeniem prawa?O kulisach pracy w służbach specjalnych opowiedział płk Norbert Loba, były zastępca szefa ABW, dziś związany z Frontline Foundation.
Najważniejsza jest lojalność wobec państwa
Zapytany o fundament funkcjonowania służb specjalnych, płk Loba nie wskazuje na lojalność wobec przełożonych czy kolegów z pracy.
– „Najważniejsza jest lojalność wobec interesów państwa, czyli lojalność wobec tego, że jest się w organizacjach, w instytucjach, które zajmują się bezpieczeństwem państwa” – podkreśla.
Jak zaznacza, samo pojęcie „służby” oznacza szczególną relację między funkcjonariuszem a państwem. To nie jest zwykłe zatrudnienie. Funkcjonariusz nie pracuje wyłącznie od godziny ósmej do szesnastej. Szczególnie w pionach operacyjnych gotowość do działania trwa praktycznie przez całą dobę.
Jednocześnie równie ważna pozostaje lojalność wobec współpracowników.
– „Jeśli się pracuje z kimś wspólnie, w grupie, w gronie, no to tego typu relacja oparta o lojalność, o zaufanie jest kluczowa” – mówi były wiceszef ABW.
Funkcjonariusz, nie agent
W debacie publicznej często używa się określeń „agent” czy „szpieg”. W przypadku ABW nie są one jednak właściwe.
Formalnie pracownicy Agencji są funkcjonariuszami. Służba posiada wojskowy system stopni – od podporucznika aż po stopień generała. Jak przyznaje jednak sam rozmówca, przez lata miał ambiwalentny stosunek do wojskowej nomenklatury.
– „Czułem się niezręcznie jako taki pułkownik wobec ludzi, którzy swoje doświadczenia walki o Polskę zdobywali podczas wojny czy Powstania Warszawskiego” – wspomina.
W strukturach ABW pracują również cywile odpowiedzialni za wsparcie administracyjne, logistyczne czy techniczne.
„Funkcjonariusze służb wewnętrznych chronią prawa, oficerowie wywiadu je łamią”
Jednym z najciekawszych fragmentów rozmowy była próba wyjaśnienia różnicy między służbami wewnętrznymi a wywiadem.
– „Funkcjonariusze służb wewnętrznych chronią prawa, oficerowie wywiadu je łamią” – mówi obrazowo płk Loba.
Jak tłumaczy, funkcjonariusz wywiadu działający za granicą często musi naruszać przepisy państwa, na którego terytorium prowadzi operację. Celem jest zdobycie informacji ważnych dla bezpieczeństwa własnego kraju.
Inaczej wygląda sytuacja służb wewnętrznych takich jak ABW. Ich działalność opiera się na zasadzie legalizmu.
– „Funkcjonariusz służby wewnętrznej chroni prawa, ale sam również podlega prawu i nie może chroniąc to prawo równocześnie go łamać” – podkreśla.
Jakie uprawnienia ma ABW?
Działania służb specjalnych często budzą emocje. Podsłuchy, obserwacja czy kontrola operacyjna kojarzą się wielu osobom z niemal nieograniczoną ingerencją w prywatność.
Były zastępca szefa ABW przekonuje jednak, że wszystkie tego typu działania są szczegółowo opisane w ustawach.
– „Nie jest tak, że istnieją jakieś specjalne uprawnienia, które gdzieś są ukryte i służba może je realizować” – zaznacza.
ABW korzysta z metod operacyjnych podobnych do tych, które stosują inne służby odpowiedzialne za bezpieczeństwo państwa i obywateli. Obejmują one m.in. obserwację, rozpoznanie, kontrolę operacyjną czy pozyskiwanie informacji od źródeł osobowych.
Dwie drogi do służby
Do ABW można trafić na dwa sposoby.
Pierwszy to rekrutacja bierna, gdy kandydat sam zgłasza się do służby. Tak właśnie było w przypadku Norberta Loby.
Drugi model to rekrutacja aktywna, kiedy to sama służba identyfikuje osoby posiadające pożądane kompetencje i proponuje im wstąpienie do formacji.
Nie istnieje jednak uniwersalny zestaw cech idealnego funkcjonariusza.
– „Nie ma takiego katalogu czy listy punktów do odkreślenia, że jak ktoś spełni osiem z dziesięciu, to jest kandydatem” – podkreśla.
Innych ludzi potrzebuje kontrwywiad, innych pion odpowiedzialny za zwalczanie terroryzmu, jeszcze innych analityka czy pion techniki operacyjnej.
Dyskrecja ważniejsza niż siła
Choć sprawność fizyczna pozostaje elementem rekrutacji, były wiceszef ABW zwraca uwagę, że często przecenia się jej znaczenie.
– „Można znać trzy języki, być specjalistką od ważnej dziedziny, ale nie rzucić piłką lekarską wystarczająco mocno i służba potrafi taką osobę stracić” – zauważa.
Jego zdaniem część wymagań rekrutacyjnych wymaga dziś ponownego przemyślenia, szczególnie w przypadku stanowisk analitycznych czy eksperckich.
Znacznie ważniejsze od siły fizycznej są cechy psychiczne.
– „Istotnym kryterium jest dyskrecja czy samoopanowanie bez pokusy popisywania się i opowiadania, co się robi” – mówi.
To właśnie dlatego jednym z kluczowych etapów naboru pozostają testy psychologiczne oraz badanie poligraficzne.
Czy rodzina wie?
Wbrew popularnym filmowym wyobrażeniom funkcjonariusze ABW najczęściej nie ukrywają przed rodziną miejsca pracy.
– „W przypadku służby wewnętrznej zazwyczaj wie” – przyznaje płk Loba.
Powód jest prosty. W codziennym życiu trudno ukryć fakt zatrudnienia przy załatwianiu spraw urzędowych, bankowych czy szkolnych. Tajemnicą objęty jest natomiast zakres wykonywanych zadań operacyjnych.
Kobiety coraz częściej w służbach
Jeszcze kilkanaście lat temu służby specjalne były niemal wyłącznie męskim światem. Dziś sytuacja wygląda inaczej.
– „Bardzo często ceniłem i doceniałem kobiety w służbie, czy to w CBA, czy w ABW” – podkreśla rozmówca.
Jego zdaniem udział kobiet w służbach będzie stale rósł, zwłaszcza w pionach operacyjnych i analitycznych.
Przykrywkowcy – najbardziej wymagająca służba
Jednym z najbardziej fascynujących, ale i najtrudniejszych obszarów działalności służb są działania pod przykryciem.
– „To bardzo trudna i naprawdę ekstremalnie wymagająca formuła działania operacyjnego” – mówi płk Loba.
Przykrywkowiec przez miesiące, a czasem nawet lata funkcjonuje pod fałszywą tożsamością. Może działać zarówno w środowisku biznesowym, jak i wśród ekstremistów czy osób podejrzewanych o działalność terrorystyczną.
W takich działaniach funkcjonariusz nie działa jednak samowolnie.
– „To jest decyzja przełożonych wynikająca z dokumentacji i legalności tych działań” – podkreśla były zastępca szefa ABW.
Czy są granice?
Zapytany o wykorzystywanie relacji intymnych jako narzędzia pracy operacyjnej, płk Loba odpowiada jednoznacznie.
– „Osobiście jako przełożony nie zaakceptowałbym takiej formuły oczekiwania” – stwierdza.
Jego zdaniem nawet w służbach specjalnych istnieją granice nie tylko prawne, ale także moralne.
– „Służba zajmuje się złymi rzeczami. Służba specjalna, wewnętrzna zajmuje się złymi ludźmi, nie zajmuje się dobrymi ludźmi” – zauważa.
To sprawia, że funkcjonariusze muszą posiadać nie tylko odwagę, ale również odporność psychiczną pozwalającą funkcjonować w trudnym środowisku bez utraty własnych zasad.
Czy ze służby odchodzi się na zawsze?
Według płk. Loby – tak powinno być.
Choć doświadczenie zdobyte przez lata pozostaje bezcenne, były funkcjonariusz uważa, że po zakończeniu kariery należy umieć zamknąć ten etap życia.
– „Należy pewne rzeczy zamykać umiejętnie i nie tworzyć sobie iluzji, że dalej jest się pułkownikiem” – mówi.
Jednocześnie zwraca uwagę na problem, który w Polsce nadal nie został rozwiązany – wykorzystanie potencjału byłych funkcjonariuszy po zakończeniu służby.
Frontline Foundation przygotowała raport dotyczący rekonwersji funkcjonariuszy służb specjalnych, wskazując, że państwo wciąż nie ma spójnego pomysłu, jak korzystać z wiedzy i doświadczenia ludzi, którzy przez wiele lat odpowiadali za bezpieczeństwo kraju.
To wyzwanie, które wraz ze starzeniem się kadr służb będzie stawało się coraz bardziej aktualne.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu