Reklama

Sytuacja w Afganistanie po opanowaniu kraju przez talibów i ewakuacji sił NATO zdominowała rozmowy szefów dyplomacji państw UE w słoweńskim Kranj. Nieformalne rozmowy w formule Gymnich trwały dwa dni, a w piątek dołączył do nich szef MSZ Indii Subrahmanyam Jaishankar.

Szef polskiej dyplomacji podkreślał, że rozmowy koncentrowały się m.in. na potencjalnej fali migracyjnej z Afganistanu. Relacjonował, że część ministrów zwracała uwagę na niepokojące zjawiska, w tym możliwy napływ Afgańczyków z Iranu.

"Sytuacja jest skomplikowana i nasza wiedza o tym, co się dzieje dzisiaj w Afganistanie, jest radykalnie ograniczona" - mówił Rau.

Szef MSZ dodał, że szczególnie istotna była wymiana informacji z ministrem spraw zagranicznych Indii.

"Rozwiał wiele oczekiwań, które zostały sformułowane dzisiaj rano i wczoraj po południu, np. takich, że jeśli my, Europejczycy, zakładamy, że pośrednio możemy wpłynąć na państwa sąsiadujące z Afganistanem, by wspólnie rozwiązywały tam jakiś problem, to ze względu na kondycję tych państw i brak woli politycznej w istocie jest to zupełnie nierealistyczne" - powiedział Rau.

"Cały dzień obrad, nie tylko dzisiaj, ale także wczoraj, okazuje się dalece niekonkluzywny" - ocenił.

Szef polskiej dyplomacji relacjonował, że pojawiły się różne podziały w gronie ministrów UE w kwestii podejścia do migracji.

"Nasza część Europy, ale także Austriacy, Niemcy, podkreśla, że nie ma powrotu do 2015 r., to jest oczywiste, ale Francja, Luksemburg, Portugalia i Wysoki Przedstawiciel (UE ds. zagranicznych Josep Borrell - PAP) lansowali takie stanowisko, żeby zaproponować przyjęcie tych, którzy ryzykują. Problem polega na tym, że nie spotkało się to ze zrozumieniem naszej części Europy" - mówił minister spraw zagranicznych.

Zdaniem Raua obrady szefów MSW były dużo bardziej precyzyjne, a ich przekaz dotyczący przesłanek przyjazdu Afgańczyków do Europy bardziej konkluzywny.

"O ile ministrowie spraw wewnętrznych mieli dość klarowną wizję tego, kogo należy oczekiwać tu w sposób legalny i (kogo) należy jeszcze sprowadzić, o tyle przesłanie ministrów spraw zagranicznych było dalece nieprecyzyjne i niefortunnie odbiegające od przesłania ministrów spraw wewnętrznych" - ocenił szef polskiej dyplomacji.

Pytany, czy w toku rozmów pojawił się również temat sytuacji na granicy z Białorusią, odparł, że poruszyły go Polska, Litwa i Łotwa.

"(Głosy) były słuchane z uwagą, niemniej jednak to, nad czym się koncentrowała administracja Wysokiego Przedstawiciela i on sam, to szukanie sposobów odcięcia tych dróg napływu migrantów z różnych okolic, bynajmniej jeszcze nie z Afganistanu" - powiedział Rau.

Z końcem sierpnia zakończyła się wojskowa misja państw zachodnich w Afganistanie. Po tym, jak Stany Zjednoczone wycofały większość swoich wojsk z Afganistanu, kontrolę nad dużą częścią kraju, a także stolicą, Kabulem, przejęli talibowie. Państwa UE i NATO zorganizowały ewakuację swych obywateli oraz swoich współpracowników z Afganistanu.

Obecnie talibowie kontrolują większą część terytorium kraju niż w 2001 r., gdy USA rozpoczynały swoją misję w Afganistanie. Wciąż jednak toczą walki m.in. w Dolinie Pandższeru z bojownikami dowodzonymi przez Ahmada Masuda - syna zabitego w 2001 roku słynnego przywódcy mudżahedinów i Sojuszu Północnego Ahmada Szaha Masuda.

USA natomiast nie wykluczają współpracy z talibami w kontekście zwalczania Państwa Islamskiego, które jest odpowiedzialne m.in. za zamachy w okolicach lotniska w Kabulu w trakcie trwającej wówczas ewakuacji.