Prezes Najwyższej Izby Kontroli Krzysztof Kwiatkowski twierdzi, że zarzuty, jakie usłyszał w piątek w prokuraturze w Katowicach są nieprawdziwe. „Nigdy nie złamałem przepisów prawa” – zapewniał Gość Krzysztofa Ziemca na nie RMF FM.
Reklama

Kwiatkowski w pierwszym wywiadzie po piątkowym pobycie w prokuraturze zapewnił, że nie zamierza zrzec się z funkcji prezesa NIK. „W imię odpowiedzialności za NIK będę wykonywać swoje obowiązki” – oświadczył.

Rozmówca przypomniał, że ponad rok temu, gdy przemiotowa sprawa wyszła na jaw, natychmiast poprosił Marszałka Sejmu o uchylenie immunitetu.

- Z zarzutami się nie zgadzam, zarzuty są nieprawdziwe. Możemy się zastanawiać, czy te rozmowy były stosowne czy niestosowne. Dzisiaj oczywiście, że oceniam je krytycznie, takich bym nie przeprowadził, ale nigdy nie złamałem przepisów prawa. Jak pracuję w Najwyższej Izbie Kontroli od 3 lat, zmniejszyłem zatrudnienie, w każdym z tych konkursów wygrywali pracownicy z kilkunastoletnim stażem, ja tam nie przyszedłem z desantem spadochroniarzy swoich ludzi - zapewnił.

Pytany o zarzuty wskazał, że jest "zaskoczony, że to spotkanie nie zakończyło się tym, że prokuratura mnie poinformowała, a na to czekałem, tego oczekiwałem, że natychmiast skieruje sprawę do niezależnego sądu, który nie w oparciu o jedną wersję, która funkcjonuje, czyli wersję prokuratury, ale w oparciu o cały materiał dowodowy na jawnej rozprawie, tak żeby opinia publiczna mogła zapoznać się nie z prawdą z przecieków, ale z całą prawdą, z całym materiałem, jak sprawa naprawdę wyglądała".

Prokuratura zarzuciła Kwiatkowskiemu nadużycie władzy w związku z konkursami na stanowiska dyrektora delegatury NIK w Łodzi, wicedyrektora delegatury NIK w Rzeszowie i wicedyrektora departamentu środowiska NIK, a także podżegania do przestępstwa nadużycia władzy w związku z konkursem na dyrektora delegatury NIK w Rzeszowie. Według prokuratury, przy wyborze dyrektora w Łodzi prezes NIK bezprawnie unieważnił konkurs, w którym jego kandydat źle wypadł.

Więcej na rmf24.pl