Zwrot działki przy PKiN był pochopny, a odpowiedzialni za to urzędnicy zostaną zwolnieni - oświadczyła w piątek prezydent stolicy Hanna Gronkiewicz-Waltz. W ocenie parlamentarzystów sprawę należy niezwłocznie wyjaśnić; PiS domaga się decyzji politycznych.
Reklama



Sprawa działki obok Pałacu Kultury, pod dawnym adresem Chmielna 70, wzbudza ogromne kontrowersje. Miasto zwróciło ją w 2012 r. w prywatne ręce, mimo że najprawdopodobniej wcześniej przyznano za nią odszkodowanie na podstawie umowy międzynarodowej. Wartość działki szacowana jest nawet na 160 mln zł.

Podczas piątkowej konferencji prasowej prezydent Warszawy oceniła, że zwrot działki był pochopny. Przekonywała jednak, że za sytuację w związku z reprywatyzacją w Warszawie ze strony ratusza odpowiadają przede wszystkim urzędnicy. Jak wskazywała, nie każdy prezydent czy wiceprezydent ponosi odpowiedzialność polityczną za niewłaściwą działalność urzędników.

Poinformowała, że postanowiła zwolnić dyscyplinarnie dyrektora Biura Gospodarki Nieruchomościami (BGN) Marcina Bajko, jego zastępcę Jerzego Mrygonia oraz Krzysztofa Śledziewskiego z BGN, pracującego przy decyzji dot. zwrotu dla Chmielnej 70. "Uważam w tej chwili, że urzędnicy mogli wykazać więcej starań i że nie wykazali wystarczającej dokładności i rzetelności" - zaznaczyła. Oświadczyła, że podjęła decyzję o rozwiązaniu Biura Gospodarki Nieruchomościami. "Musimy je inaczej zaprogramować" - dodała.

Reklama

Zaznaczyła, że winny sytuacji jest też resort finansów i oczekuje od szefa MF decyzji personalnych w tej sprawie. W jej ocenie resort nie wydał odpowiedniej decyzji. "Ministerstwo Finansów jest głównym odpowiedzialnym" - oceniła. Przekonywała, że resort wprowadzał ratusz w błąd co do przyznania odszkodowania za zreprywatyzowaną działkę.

Zdaniem miasta, z dokumentów będących w dyspozycji MF wynikało, że były współwłaściciel działki obok Pałacu Kultury Holger Martin mógł uzyskać odszkodowanie za tę nieruchomość od rządu duńskiego na podstawie tzw. układu indemnizacyjnego zawartego jeszcze przed władze PRL z Królestwem Danii. "Minister Finansów miał obowiązek wydać decyzję administracyjną stwierdzającą przejście na rzecz Skarbu Państwa nieruchomości lub prawa na podstawie umowy międzynarodowej o uregulowaniu roszczeń finansowych" - twierdzi ratusz.

Zarzuty te MF jednak odpiera; wskazuje, iż nie stwierdzono nieprawidłowości w postępowaniu urzędników resortu finansów zajmujących się sprawą nieruchomości położonej w Warszawie przy Pl. Defilad (dawna ul. Chmielna 70).

W komunikacie resort podkreślił, że "zakres kompetencji Ministra Finansów w sprawach dotyczących nieruchomości związanych z implementacją tzw. układów indemnizacyjnych obejmuje jedynie wydawanie decyzji deklaratoryjnych (stwierdzających, że dana sytuacja miała miejsce - PAP)".

Resort tłumaczył, że 11 lutego 2011 r. przekazał do BGN wykaz podmiotów, którym duńska administracja przyznała odszkodowania na podstawie układu indemnizacyjnego. W wykazie tym znajduje się informacja o przyznaniu odszkodowania Martinowi Holgerowi, bez wskazania mienia objętego odszkodowaniem. "W ocenie Ministerstwa Finansów władze Warszawy powinny w oparciu o tę informację wstrzymać decyzję o zwrocie nieruchomości Chmielna 70" - podkreślił resort.

Gronkiewicz-Waltz podała, że postępowanie ws. Chmielnej 70 zostało wznowione. "Chcemy tę działkę przywrócić miastu i skarbowi państwa" - zapowiedziała. Poinformowała, że zwróciła się do rady miasta o powołanie komisji nadzwyczajnej, która zajmie się wszystkimi przekształceniami własnościowymi i reprywatyzacjami, które miały miejsce w Warszawie od 1990 r. Dodała, że w skład komisji "powinni wchodzić przedstawiciele wszystkich sił politycznych, jak również autorytety z zewnątrz".

Wskazała, że w ratuszu zostaną przygotowane listy kancelarii, które "przodują", jeśli chodzi o odzyskiwanie nieruchomości w Warszawie.

Gronkiewicz-Waltz wyraziła nadzieję, że "duża" ustawa reprywatyzacyjna zostanie uchwalona możliwie jak najszybciej, a do tego czasu będą wstrzymane wszystkie zwroty nieruchomości w Warszawie. Dodała, że PO powinna we wrześniu złożyć projekt "dużej" ustawy reprywatyzacyjnej. Zaznaczyła, iż w projekcie tej ustawy powinna być ustalona wysokość odszkodowania za nieruchomości. W jej ocenie odszkodowanie nie powinno być większe niż 10 proc. wartości nieruchomości.

Tłumaczenia prezydent Warszawy nie przekonują polityków PiS, którzy domagają się od szefa PO Grzegorza Schetyny zawieszenia jej bądź usunięcia z partii. "Ocena co do odpowiedzialności politycznej Hanny Gronkiewicz-Waltz jest jednoznaczna. To Hanna Gronkiewicz-Waltz ponosi pełną odpowiedzialność za wszystkie patologie i nieprawidłowości, związane z warszawską reprywatyzacją, jakie miały miejsce w latach 2007-2016" - powiedział poseł PiS Jarosław Krajewski.

Podobną opinię wyrazili przedstawiciele Partii Razem, którzy zaapelowali w piątek o dymisję Gronkiewicz-Waltz i przyspieszone wybory w Warszawie. W ich ocenie to jedyny sposób na rozliczenie się przez prezydent Warszawy z zaniechań i skandali oraz uzdrowienie sytuacji w mieście.

Z kolei w ocenie Małgorzaty Kidawy-Błońskiej z PO propozycja prezydent Warszawy, by powołać komisję nadzwyczajną ds. reprywatyzacji, jest bardzo ważna. Jak mówiła, komisja, w której znaleźliby się radni wszystkich ugrupowań, powinna zacząć prace jak najszybciej.

Dodała, że "prezydent miasta, jak każdy prezydent, ponosi całą odpowiedzialność", jednak - podkreśliła - konieczne jest wyjaśnienie, "gdzie popełniono błąd i jaki to był błąd".

Pozytywnie o powołaniu komisji nadzwyczajnej wyraził się w piątek lider Nowoczesnej Ryszard Petru. W jego opinii sprawa nie dotyczy prawdopodobnie jednej działki, a obecny chaos wokół reprywatyzacji w Warszawie wskazuje, że takich sytuacji może być znacznie więcej. "Stąd też nasz apel, żeby powołać zewnętrzny audyt z terminami, który wyciągnie wnioski włącznie – być może – z wnioskami prokuratorskimi, tak aby przeciąć tę sprawę" - mówił na konferencji prasowej.

Z kolei poseł Kukiz'15 Stanisław Tyszka poinformował w piątek, że jego klub złoży wniosek o powołanie sejmowej komisji śledczej badającej proces reprywatyzacji w całej Polsce. "To, co ostatnio wyszło na jaw, to jest tylko wierzchołek góry lodowej" - mówił. Dodał, że komisja śledcza powinna zbadać działalność samorządów, prokuratury, a także działania ministerstw: skarbu, finansów i rolnictwa.

Przewodniczący PSL Władysław Kosiniak-Kamysz wyraził nadzieję, że zostanie przeprowadzony niezależny audyt w ratuszu. Jak mówił na konferencji prasowej w Poznaniu, priorytetem jest rzetelne wyjaśnienie tej sprawy. Zaznaczył, że PO nie powinna i nie może wyciągnąć konsekwencji w związku z tą sprawą w stosunku do prezydent Warszawy. "To warszawiacy wybrali prezydenta, a nie Platforma" - stwierdził.

Do sprawy reprywatyzacji w stolicy odniósł się też w piątek Jan Śpiewak, lider stowarzyszenia Miasto Jest Nasze. W jego ocenie w nieprawidłowości przy reprywatyzacji zamieszane są wszystkie siły polityczne, a także przedstawiciele wymiaru sprawiedliwości i prokuratury. Dlatego - jak ocenił - tylko sejmowa komisja śledcza ma szansę wyjaśnić tę sprawę.

Śpiewak uważa, że prezydent Warszawy ponosi pełną odpowiedzialność służbową, polityczną i karną za nieprawidłowości przy zwrotach warszawskich gruntów w czasie jej prezydentury.

Według lidera MJN Gronkiewicz-Waltz wiedziała o patologii związanej z reprywatyzacją w mieście. Przedstawiciele stowarzyszenia wskazali w tym kontekście na sprawę kamienicy przy ul. Noakowskiego 16 w Warszawie, którą - jak przekonywali - bezprawnie przejąć miała rodzina męża prezydent Warszawy, Andrzeja Waltza. Zdaniem Śpiewaka, zwrot nieruchomości przy Noakowskiego spotkał się z protestami mieszkańców kamienicy i był szeroko opisywany przez media, co dowodzi, że prezydent Warszawy miała "absolutną świadomość" tego, jakie są problemy z reprywatyzacją.

W sobotę „Gazeta Wyborcza” opisała okoliczności reprywatyzacji Chmielnej 70. Miasto zwróciło ją w 2012 r. trójce prawników, którzy wykupili roszczenia do niej. Tymczasem MF uzyskało dokumenty sugerujące, że b. współwłaścicielowi nieruchomości, obywatelowi Danii, zostało w PRL przyznane za nią odszkodowanie. "GW" podała, że w 2012 r. mec. Robert Nowaczyk odebrał od wicedyrektora Biura Gospodarki Nieruchomościami Jakuba Rudnickiego decyzję o zwrocie działki - Rudnicki kilka tygodni później zrezygnował z pracy w ratuszu. Według artykułu w 2012 r. Rudnickiego i Nowaczyka łączyły relacje biznesowe - byli współwłaścicielami nieruchomości w Zakopanem.