Do końca wakacji pozostały trzy tygodnie, wiele osób wyjeżdża lub wraca z urlopów. Policjanci przypominają, że za niewłaściwe przewożenie dzieci grozi mandat 150 zł i sześć punktów karnych. Aspirant sztabowy Robert Niedbałko, który na co dzień pracuje w Sekcji Profilaktyki Społecznej Wydziału Ruchu Drogowego KSP podkreśla, że najważniejsze nie są jednak kary finansowe, a bezpieczeństwo małych pasażerów.

"Naprawdę warto się do tego przyłożyć. Niestety zdarza się, że rodzice umieszczają dziecko w foteliku i zapinają mu pasy tylko dlatego, by nie płacić ewentualnego mandatu" - dodaje.

Jak mówi, ważny jest już etap wyboru fotelika. "Na pewno musi być dobrany do wagi i wzrostu. Dlatego jadąc do sklepu po fotelik, powinniśmy zabrać ze sobą dziecko. Warto też dokonywać takich zakupów w specjalistycznych sklepach. Profesjonalny sprzedawca dopasuje fotelik także do samochodu" - dodał.

Reklama

Jak zaznaczają policjanci, ta ostatnia kwestia jest również bardzo ważna, bo nie każdy fotelik pasuje np. do wyprofilowania siedziska w danej marce. "Pamiętajmy też, że nie wszystkie z tańszych fotelików spełniają wszystkie istotne kryteria. Generalnie najważniejszym jego zadaniem jest ochrona głowy i kręgosłupa dziecka. Dlatego np. tak ważne są zagłówki, które chronią głowę przed skutkami uruchomienia kurtyn czy bocznych poduszek powietrznych" - mówi Niedbałko.

Ważne jest też to, jak jest umieszczony fotelik. Jak podkreśla ekspert, badania pokazują, że najbezpieczniejsze są miejsca na tylnej kanapie, w przypadku zderzeń bocznych - miejsce z tyłu, pośrodku. "Prawo nie zabrania przewożenia dzieci z przodu. Jest tylko warunek, że dziecko do 150 cm wzrostu ma jechać w foteliku. Dziecko mniejsze, podróżujące w gondoli, może jechać na przednim siedzeniu tyłem do kierunku jazdy, ale tylko wtedy, gdy przednia poduszka nie jest aktywna" - przypomina policjant.

Rodzice powinni też pamiętać o prawidłowym zapięciu pasów. "Powinny być tak zapięte, aby dziecko nie mogło się z nich wyswobodzić; czyli mają być tak ścisłe, aby pomiędzy klatką piersiową dziecka, a pasem mieścił się jedynie palec dorosłego" - powiedział Niedbałko.

Jak dodał, kurtki i grubsze ubrania mogą tworzyć pustą przestrzeń. "Wydaje nam się, że pas przylega, tymczasem do ciała dziecka są 2, 3 cm. Ten luz może powodować dodatkowe obrażenia, a nawet wysunięcie się małego pasażera z pasów" - zaznacza policjant.

W przypadku, gdy dziecko w foteliku przypinane jest pasami samochodowymi (dotyczy to też tzw. podkładek - PAP) warto sprawdzić, czy ich górna część nie biegnie wzdłuż szyi dziecka, ani nie zsuwa się po jego ramieniu. "To jest dość trudne, bo nie wszystkie auta mają regulację wysokości pasów. Ważne jest też, by środkowa i dolna część pasów biegła odpowiednio przez środek mostka i wzdłuż bioder dziecka - a nie na wysokości jego brzucha. Nieodpowiednie umiejscowienie pasów może doprowadzić podczas wypadku do dodatkowych obrażeń" - mówi Niedbałko.

Policjant apeluje też do rodziców i opiekunów dzieci, by zadbali o prawidłowe zapakowanie bagaży. "W przestrzeni pasażerskiej nie powinno być luźnych, niezabezpieczonych przedmiotów. Litrowa butelka wody - przy zderzeniu, przy 50 km/ h osiąga wagę 24 razy większą" - zaznacza. Zagrożeniem mogą być też komputery, tablety, różnego rodzaju odtwarzacze nieodpowiednio zamocowane przy fotelach.

Jak dodaje Niedbałko, niebezpieczne są też sytuacje, kiedy rodzice - niezapięci pasami - siadają obok dziecka. "Nie zdajemy sobie z tego sprawy, ale taki rodzic, który chce być blisko dziecka, które np. płacze i nie zapnie pasów, może być dla niego zagrożeniem. Na przykład osoba, która waży 80 kg, w momencie zderzenia przy prędkości 50 km/h działa z siłą przedmiotu ważącego ok. 2 ton" - zaznacza policjant. (PAP)