OPINIA
Przywódcy czołowych państw świata, a za nimi przedstawiciele mediów, nazwali wydarzenia w Turcji zamachem stanu. I – o zgrozo – zrobili z Recepa Tayyipa Erdogana obrońcę demokracji. Najwyraźniej demokracja ma wiele form. A przecież jeszcze niedawno krytykowano rząd turecki m.in. za represje w stosunku do wolnych mediów. Od czasu objęcia rządów przez ekipę Erdogana dotychczas nowoczesna, świecka Turcja podlega coraz większej islamizacji. Trudno dziś przewidzieć, jak daleko władze posuną się w tych zapędach. Ale źle to wróży demokracji. Chyba że Zachód dla swojej wygody nazwie ten proces np. demokracją islamską. Ale czym się to będzie różnić od tego, co było wcześniej w Iraku czy Libii?
Kemal Atatürk zbudował współczesną Turcję, opierając się na konflikcie z przeciwnikami oraz na armii. W tamtych warunkach nie można było działać inaczej. Armia w wydaniu tureckim była czynnikiem państwotwórczym w wielkim kontraście do wcześniejszego, zdegenerowanego, upadającego państwa otomańskiego. W ten sposób Atatürk zbudował państwo, z którym od 1922 r. wszyscy się liczą. Zasłużył sobie na wieczną pamięć, podobnie jak nasz marszałek Józef Piłsudski. Łączy ich wiele podobieństw. Odbudowali swoje ojczyzny, konsekwentnie unikali łączenia polityki z religią, ukształtowali tożsamość narodową.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.