Szojgu powiedział, że akcje będą koordynowane z władzami syryjskimi i że Rosja zastrzega sobie jednocześnie prawo dokonywania samodzielnie ataków na inne nielegalne grupy zbrojne, które nie przestrzegają zasad rozejmu.

Zdaniem ministra wspólne ataki powietrzne powinny też być wymierzone w konwoje z bronią i amunicją, które przenikają do Syrii przez granicę z Turcją.

Reuters przypomina, że Waszyngton, wspierający wraz sojusznikami z Zachodu i Zatoki Perskiej rebeliantów pragnących odsunięcia od władzy prezydenta Baszara el-Asada, dotychczas ustawicznie odmawiał udziału w jakiejkolwiek operacji koordynowanej z rządem Asada, którego popiera Moskwa.

Reklama

Niemniej obie strony chcą zwalczać powiązany z Al-Kaidą Front al-Nusra, który nie jest stroną porozumienia rozejmowego w Syrii.

Minister Szojgu uważa, że proponowane wspólne naloty sprzyjałyby procesowi pokojowemu, który znajduje się w stanie patowym.

Szef rosyjskiego resortu obrony powiedział, że konsultacje z amerykańskimi ekspertami w sprawie wspólnych działań w Syrii rozpoczęły się w czwartek w Ammanie, stolicy Jordanii, a także w Genewie.

W Syrii od końca lutego formalnie obowiązuje rozejm wynegocjowany przez USA i Rosję. To zawieszenie broni nie przewiduje wstrzymania ataków przeciwko Państwu Islamskiemu oraz Frontowi al-Nusra. Operacje militarne przeciwko nim prowadzi syryjska armia rządowa, rosyjskie lotnictwo i dowodzona przez USA koalicja.

We wrześniu zeszłego roku Rosja rozpoczęła naloty w Syrii, wskazując jako ich cel Państwo Islamskie i inne "ugrupowania terrorystyczne" walczące z syryjskimi siłami rządowymi. W czasie tej operacji Zachód i antyreżimowi bojownicy syryjscy oskarżali Moskwę o to, że koncentruje bombardowania na rebeliantach uważanych za umiarkowanych.

Dotychczas wojna w Syrii pociągnęła za sobą śmierć ponad 270 tys. ludzi.(PAP)

mmp/ mc/