Grupa międzynarodowych ekspertów oskarżyła w niedzielę władze Meksyku o utrudnianie śledztwa w sprawie losu 43 studentów, którzy zaginęli w 2014 roku i najpewniej zostali zamordowani. Sprawa ta wywołała oburzenie w Meksyku i poza jego granicami.

Niezależny panel ekspertów zarzucił rządowi udaremnianie im pracy i uniemożliwianie ustalenia prawdy. Jak mówili eksperci na niedzielnej konferencji prasowej, biuro prokuratora generalnego nie zezwoliło im na rozmowy z 17 oskarżonymi o zbrodnię ani nie umożliwiło zdobycia w szybkim tempie innych ważnych informacji.

"Pokazuje to, że niektóre grupy nie są zainteresowane ustaleniem prawdy" - ubolewał kolumbijski adwokat Alejandro Valencia.

W końcowym raporcie, zleconym ekspertom przez komisję ds. praw człowieka Organizacji Państw Amerykańskich (IACHR) czytamy, że "opóźnienia w zdobyciu dowodów, które mogły być wykorzystane, by ustalić możliwy kierunek śledztwa, przekłada się na decyzję (władz - PAP), by pozwolić na bezkarność".

Reklama

Na trwającej 2,5 godz. konferencji prasowej, w której udział wzięło ponad tysiąc osób, eksperci podali w wątpliwość rządową wersję wydarzeń z końca września 2014 roku.

Studenci zaginęli po starciach z lokalną policją w czasie demonstracji w mieście Iguala, w stanie Guerrero na południowym wschodzie kraju. Według władz skorumpowana policja przekazała ich członkom gangu narkotykowego. Ci zamordowali ich, zwłoki spalili na wysypisku śmieci, a szczątki rozsypali w pobliskiej rzece. Według rządu przestępcy wzięli studentów za członków rywalizującego kartelu. Inna wersja mówi o tym, że burmistrz Iguali, który obecnie jest w więzieniu, poprosił lokalną policję, by zajęła się studentami, gdyż obawiał się, że zakłócą oni wiec polityczny jego żony.

Reklama

Jednak eksperci odrzucili te hipotezy. Gdy kończyli konferencję, ludzie, którzy słuchali ich wystąpień, wykrzykiwali: "Nie wyjeżdżajcie!".

Eksperci ustalili m.in., że chociaż lokalna policja jest odpowiedzialna za zniknięcie studentów, to śledztwem powinni być objęci także członkowie federalnej policji.

Ze zwęglonych fragmentów kości zidentyfikowano tylko jednego z 43 studentów. Rząd twierdzi, że te szczątki znaleziono w rzece w mieście Cocula, w pobliżu Iguali, gdzie słuch o młodych ludziach zaginął.

Jednak według ekspertów jest niemożliwe, aby zwłoki studentów zostały spalone, gdyż na miejscu nie ma na to żadnych dowodów. Eksperci podważyli też wersję władz na temat znalezienia fragmentu kości w rzece.

Jeden z ekspertów Carlos Beristain powiedział, że osoby zatrzymane w związku z tą sprawą nosiły ślady tortur. Ponadto badania lekarskie, jakim zostali poddani podejrzani, którzy twierdzili, że byli torturowani, były niewystarczające i nie spełniały międzynarodowych standardów.

IACHR poinformowała, że eksperci nie będą kontynuować prac w Meksyku, gdyż sprzeciwia się temu tamtejszy rząd. Wcześniej władze zgodziły się na to śledztwo, zapewniając, że będą w pełni współpracowały z ekspertami.

"Determinacja rządu Meksyku, by zamieść tragedię z Ayotzinapy pod dywan, wydaje się nieograniczona" - napisała przedstawiciela organizacji praw człowieka Amnesty International Erika Guevara-Rosa, używając nazwy kolegium nauczycielskiego, do którego uczęszczali zaginieni.

Prezydent Meksyku Enrique Pena Nieto podziękował ekspertom i napisał na Twitterze, że prokuratura generalna przeanalizuje ich raport. Z kolei przedstawiciel tego urzędu poinformował, że rząd przeprowadził liczne spotkania z ekspertami i spełnił 85 proc. ich próśb o informacje.

Eksperci twierdzą, że zaczęli napotykać opór prokuratury w styczniu. Dopiero tydzień temu, gdy kończyli raport, otrzymali dziesiątki oświadczeń, chociaż o większość z nich prosili wiele miesięcy wcześniej. Nie mieli już czasu, by przeanalizować nowe dokumenty.

Agencja Reutera podała w ub. tygodniu, że meksykańska armia nie przekazała ekspertom kluczowych dowodów, w tym zdjęć i nagrań ze starć policji ze studentami. Nie zostali oni też dopuszczeni do żołnierzy, którzy w noc zaginięcia studentów byli na służbie.

W Meksyku za zaginionych uważa się ponad 20 tys. ludzi, a wiele z tych zaginięć przypada na stan Guerrero, który jest znaczącym producentem opium. O terytorium i drogi przerzutowe narkotyków w tym stanie rywalizuje kilka narkotykowych karteli.