Reklama

Barwicha pod Moskwą to elitarna miejscowość, gdzie mieszka wielu wysokiej rangi urzędników i oligarchów. Dochody na mieszkańca wynoszą przeciętnie 89 tys. rubli (prawie 1400 dol.), według danych portalu Gazeta.ru, co stawia Barwichę na drugim miejscu w kraju po Moskwie. Nieopodal znajdują się rezydencje prezydenta Władimira Putina i premiera Dmitrija Miedwiediewa.

Wybory lokalne miały wyłonić deputowanych do miejscowej rady, którzy z kolei wyłaniają szefa Barwichy. Wyborców w miejscowości stanowiącej dwa okręgi wyborcze było ok. 6 tysięcy. Każdy okręg wybiera pięciu deputowanych. Frekwencja wśród pretendentów była wysoka: zarejestrowało się prawie stu kandydatów.

Swoich kandydatów wystawił adwokat, bloger i bojownik walki z korupcją Aleksiej Nawalnyj. Jak argumentował, jego Fundacja Walki z Korupcją często zajmuje się "machinacjami z ziemią" w Barwisze i sąsiednich elitarnych rejonach. Nawalnemu chodziło również o "przetestowanie, czy nowy skład CKW skłonny jest uczestniczyć w fałszerstwach wyborczych i niedopuszczaniu kandydatów" - cytował jego słowa portal RBK.

Właśnie współpracownicy Nawalnego poinformowali o naruszeniach podczas przedterminowego głosowania, które wyznaczono w Barwisze od 16 kwietnia, na osiem dni. Opozycjoniści publikowali doniesienia, że do lokali wyborczych przybywają dziesiątki ludzi zameldowanych pod tymi samymi adresami, na tydzień lub dwa przed wyborami. Niekiedy byli to imigranci, nawet nie znający rosyjskiego. Głosujących bezpłatnie dowożono do lokali wyborczych.

Współpracownicy Nawalnego spotkali się z Pamfiłową, jednak nie byli zadowoleni z wyników tego spotkania. W geście protestu przeciw działaniom komisji wyborczych w Barwisze postanowili wycofać się z wyborów. Niemniej 20 kwietnia CKW nakazała lokalnym komisjom anulowanie przedterminowego głosowania i przeniesienie wyborów na inny termin. Decyzję CKW podjęła jednogłośnie.

Komisja argumentowała, że w Barwisze doszło do szeregu naruszeń. Lokalne wybory ogłoszono, zanim jeszcze uprawomocniła się decyzja sądu o wygaśnięciu pełnomocnictw dotychczasowych deputowanych. Wielu głosujących przedterminowo podało jako podstawę głosowania "wyjazd", co jest niezgodne z przepisami. Skala przedterminowego głosowania była duża i nie jest możliwe, by naruszenia praw wyborczych obywateli dało się skorygować - poinformowała Pamfiłowa.

Zaprzeczała, by decyzja CKW była związana z "wrzawą" w mediach społecznościowych ze strony zwolenników Nawalnego. Już od początku kwietnia do CKW napływały skargi na wybory w Barwisze, a w połowie miesiąca komisja uznała, że są podstawy do podjęcia poważnej decyzji - tłumaczyła Pamfiłowa wieczorem w środę w studiu radia Echo Moskwy.

Przypadek Barwichy CKW traktuje jako "środek prewencyjny", jako sygnał: "na to nie będzie pozwolenia" - zapowiedziała.

Decyzja CKW skupiła uwagę na osobie Pamfiłowej po raz kolejny, po tym gdy w marcu, z rekomendacji prezydenta ówczesna rzeczniczka praw człowieka przeszła do CKW. We wrześniu odbędą się w Rosji wybory do Dumy - niższej izby parlamentu. Pamfiłowa zastąpiła na czele CKW Władimira Czurowa, nazywanego "czarodziejem", którego opozycja obwiniła o liczne fałszerstwa w poprzednich wyborach w 2012 roku.

Decyzję o jej wyborze rosyjscy obserwatorzy ocenili jako krok w kierunku zmiany wizerunku CKW przed wyborami. Nie brak głosów, że chodzi jedynie o wizerunek. Według politologa Aleksandra Kyniewa Pamfiłowa ma własną reputacją zakryć zmiany wprowadzone do prawa wyborczego. Nie będąc ustawodawcą nie może ona wpłynąć realnie na proces wyborczy - powiedział Kyniew portalowi RBK.

Decyzję w sprawie Barwichy moskiewscy publicyści i eksperci oceniają raczej jako sukces Pamfiłowej. Opozycja uważa, że nie należy wyciągać pochopnych wniosków. W dzienniku "Kommiersant" Władimir Miłow z partii Demokratyczny Wybór prognozuje, że w wyborach do Dumy nadal stosowany będzie odgórny mechanizm osiągania pożądanych rezultatów (tzw. adminresurs), a Pamfiłowa będzie ingerować tylko w najbardziej jaskrawych przypadkach.

Pamfiłowa powiedziała w Echu Moskwy, że jako cel stawia sobie przywrócenie wśród Rosjan zaufania do wyborów i chęci, by w nich głosować.

Z Moskwy Anna Wróbel (PAP)