Dla Niemców jest istotne, aby nadal rozmawiać z Rosją. Jednak wiceminister obrony Tomasz Szatkowski, odpowiedzialny za przygotowanie lipcowego szczytu w Warszawie, liczy na większą solidarność sojuszników.
Przyspieszamy je. Oprócz tego, że został wybrany stadion i przyjęto plan pracy, nasi poprzednicy nie zrobili wiele w tej materii. Musieliśmy powołać zespoły robocze i wydzielić środki. To zostało zrobione i teraz jest świadomość, że ludzie mają pracować dzień i noc.
Te kwestie są teraz ustalane. Nie ma jeszcze decyzji, czy w ogóle jest taka potrzeba.
Moim zdaniem najlepsza byłaby obecność zarówno baterii francuskich, jak i amerykańskich.
Większą obecność sojuszników z NATO w Polsce i innych krajach wschodniej flanki w różnych aspektach. Nie zamykamy się też na inne postulaty, szczególnie sojuszników z Południa. Nie chcemy podziału Sojuszu na różne kluby. Te wzmocnienia mogą mieć różny charakter. Może to być obecność wojsk, może to być składowanie sprzętu.
Jest pewna decyzja kierunkowa, ale jej zakres nie jest do końca zdefiniowany. Możliwe są różne warianty.
Nie chciałbym zdradzać taktyki negocjacyjnej. Oczywiście chodzi o jak największą ilość sprzętu, żołnierzy i wzmocnienie świadomości sytuacyjnej.
Chodzi o zdolność do lepszego rozumienia sytuacji wokół nas. Żeby spać trochę spokojniej, trzeba wiedzieć trochę więcej, co się dzieje naokoło. Infrastruktura sojuszników powinna być taka, by móc na bieżąco oceniać, czy za wschodnią granicą odbywają się ćwiczenia, czy może jest to jednak coś więcej.
Wydaje się, że jest pole do rozmowy. W Niemczech dokonuje się pewna ewolucja stanowiska. Dla nich istotne jest, by dalej rozmawiać z Rosją. Dlatego się nie upieramy, że ten dialog trzeba zupełnie wstrzymać. Ale żeby móc rozmawiać, trzeba czuć się bezpiecznie. Po Ukrainie nie można przejść do podejścia „business as usual”.
Rozmawiamy ze wszystkimi sojusznikami i liczymy, że żaden z nich nie będzie chciał zablokować decyzji. Warto pamiętać, że w Sojuszu kończy się właśnie analiza związana z możliwościami przeciwdostępowymi. To doktryna, którą Rosjanie zaczęli przejmować od Chin. Chodzi o podważenie zachodnich czy amerykańskich możliwości przerzutu sił. Są to zintegrowane działania obrony powietrznej, radioelektronicznej, przeciwokrętowej itd. Mamy nadzieję, że ta analiza wskaże, iż potrzebna jest zmiana paradygmatu dotycząca wschodniej flanki. Musimy zacząć brać pod uwagę, że jeśli coś się zacznie dziać, to przerzut sił może nie być możliwy. NATO musi tu być obecne od początku potencjalnego konfliktu.
Na bazy w rozumieniu z lat 50. nie ma sensu czekać, gdyż od dawna nie są one w ten sposób budowane.
Obecność sojusznika w tym miejscu jest cenna, ale nie wyczerpuje potrzeb na wschodniej flance, które dotyczą również innych kwestii niż obrona przeciwrakietowa przed atakiem balistycznym z Bliskiego Wschodu.
Łatwiej jest zdefiniować, co jest potrzebne na Wschodzie, ponieważ tu skala zagrożenia jest olbrzymia. Wokół tego zagrożenia Sojusz powstawał i teraz nieco wraca do korzeni. Ale sojusznicy z flanki południowej, co zrozumiałe, nie chcą, by Sojusz zajmował się tylko tym. To, co można zrobić na południu, nie jest jeszcze do końca zdefiniowane.
Chodzi o wzajemne okazywanie sobie solidarności. My uczestniczymy w wyzwaniach dla ich bezpieczeństwa.
Nie jestem zwolennikiem nadmiernego zaangażowania w działania ekspedycyjne, ale w ostatnim czasie nasze zaangażowanie na południu nie było adekwatne. By pokazać solidarność w bliskiej przyszłości, zamierzamy się w większym stopniu mądrze angażować.
Oczekujemy, że Francja wesprze wzmocnienie obecności na wschodniej flance. Żołnierze znad Sekwany często ćwiczą w Polsce i zakładamy, że ta otwartość na nasze potrzeby będzie jeszcze większa.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu