Brytyjski premier David Cameron naraził się na oddolną rewoltę w swej własnej Partii Konserwatywnej w związku z rokowaniami z Unią Europejską. 44 liderów lokalnych organizacji partyjnych podpisało się pod zbiorowym listem protestacyjnym, opublikowanym w niedzielnej prasie.
List to protest przeciw radzie, jakiej udzielił premier Cameron konserwatywnym posłom, aby w kampanii przed referendum i w samym głosowaniu nie kierowali się preferencjami lokalnych komórek Partii Konserwatywnej, które ich wytypowały. Ta rada jest zrozumiała, bo sam premier jest za pozostaniem w Unii, a większość szeregowych konserwatystów przeciw.
Autorzy listu oburzają się, że to oni umożliwili Cameronowi zdobycie władzy, a premier zachowuje się teraz tak, jakby urzędował "z łaski nieba".
Jest to kolejny rozłam wśród Torysów na tle umowy Cameron-Tusk, którą większość z nich uważa za pustosłowie. Pod brexitem podpisuje się obecnie również 60 procent posłów konserwatywnych. Kampanię antyunijną może poprzeć nawet kilkoro członków gabinetu premiera Camerona. Podobnie jest wśród wyborców. W najnowszym sondażu eurosceptycy przeważają o 9 procent nad zwolennikami Unii. Nadzieją Davida Camerona mogą być niezdecydowani, których jest jedna piąta, i błędy w sondażach opinii, które nie sprawdziły się podczas wyborów powszechnych w maju zeszłego roku.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu