Po co nam taksówkarze, skoro można jeździć z Uberem? Po co nam hotele oraz pensjonaty, jeżeli jest Airbnb? Nie mówiąc już o TaskRabbicie, który kojarzy ze sobą podaż i popyt na drobne prace. Niby wszystko fajnie. Ale co się stanie, jak już wszystko lub bardzo wiele ludzkich zajęć zostanie zderegulowanych?
Zwolennik Ubera i podobnych wynalazków powie, że tak dokonuje się postęp. Były sobie kiedyś korporacje taksówkowe, ale na dłuższą metę nie mają szans w starciu z serwisem internetowym, który łączy klienta i kierowcę dysponującym akurat wolnym czasem i ochotą, by przewieźć nas z punktu A do B. Oczywiście taniej, bo bez potrzeby dzielenia się zyskiem z korporacją. I z dala od takich instytucji jak związki zawodowe czy wszelkiej maści regulacje zakłócające „zdrowy” stan rynkowej równowagi. A jeśli komuś mało, to zawsze może jeszcze usłyszeć o pułapce myślowej zwanej lump of labour. Która polega na tym, że wydaje nam się, jakoby obecne zapotrzebowanie na pracę miało trwać w niezmienionym kształcie po wieki wieków. Co jest bzdurą. Bo cały czas powstają nowe profesje i nowe potrzeby. Wynalezienie i upowszechnienie komputera zabiło wiele prac księgowych polegających na prostym liczeniu, ale stworzyło miejsca pracy dla informatyków oraz specjalistów od zarządzania i porządkowania danych, które te komputery produkują. I tak dalej.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.