"Sprawa odrodzenia koalicji leży w rękach prezydenta. Odpowiedzialność za to, że koalicja nie powstanie, także poniesie prezydent" - powiedziała Tymoszenko na konferencji prasowej w Kijowie.
"Chciałabym, by Wiktor Juszczenko myślał o państwie, a nie o wyborach (prezydenckich) w 2010 roku" - podkreśliła pani premier.
Tymoszenko zaprzeczyła jednocześnie, jakoby jej blok prowadził rozmowy o koalicji z prorosyjską opozycją - Partią Regionów Ukrainy byłego premiera Wiktora Janukowycza i komunistami.
Kilka minut po konferencji Tymoszenko z dziennikarzami spotkał się przywódca Ludowej Samoobrony (jest ona częścią NU-LS), minister spraw wewnętrznych Jurij Łucenko.
On także wyraził opinię, że winę za rozpad prozachodniej koalicji ponosi Juszczenko, który myśląc o swej reelekcji chciał w ten sposób osłabić szanse swej możliwej kontrkandydatki, czyli Tymoszenko.
Wcześniej we wtorek prezydent Juszczenko spotkał się z deputowanymi NU-LS. Powiedział im, że na powołanie koalicji daje parlamentowi czas do wieczora. Nie nakłaniał jednak NU-LS do koalicji z Blokiem Tymoszenko, lecz oświadczył, że w Radzie Najwyższej (parlamencie) powinna powstać koalicji ugrupowania szefowej rządu z opozycją.
Koalicja Bloku Julii Tymoszenko z NU-LS rozpadła się na początku września
Zagroził, że jeśli do tego nie dojdzie, skorzysta z prawa do rozwiązania parlamentu.
Tymczasem - zdaniem Tymoszenko - Juszczenko nie ma na razie prawa do rozpisania wcześniejszych wyborów. Kancelaria prezydencka twierdzi, że Juszczenko uzyskał je 3 października, miesiąc po rozpadzie koalicji Bloku Tymoszenko z NU-LS.
Premier uważa, że prawo to zacznie obowiązywać dopiero 23 listopada, czyli rok od złożenia przysięgi przez parlament wybrany we wcześniejszych wyborach we wrześniu 2007 roku.
Koalicja Bloku Julii Tymoszenko z NU-LS rozpadła się na początku września. Przyczyną było wspólne głosowanie ugrupowania Tymoszenko z Partią Regionów i komunistami, które ograniczyło prerogatywy prezydenta i uprościło procedurę jego impeachmentu.
Decyzje te zostały później anulowane.