Rozszerzone techniki przesłuchań to dzieło dwóch psychologów. Z chęcią wprowadzane w życie przez innych lekarzy na usługach CIA.
Widziałem otwarte rany, których nikt nie opatrywał. Wielu więźniów miało połamane kości nóg lub rąk, bo często byli bici pałkami. Złamanych kości nikt nie leczył. W obozie X-Ray widziałem, jak pewnego mężczyznę prowadzono na przesłuchanie. Gdy wrócił, jego ręka zwisała bezwładnie, trzymając się jedynie na skórze i mięśniach. Była najwyraźniej złamana, ale wepchnięto go po prostu do klatki” – pisał w wspomnieniach „Guantanamo. Pięć lat z mojego życia” Murat Kurnaz, Niemiec tureckiego pochodzenia, który dekadę temu trafił do okrytej złą sławą amerykańskiej bazy na Kubie.
Nie znaczyło to jednak, że w Guantanamo nie było lekarzy. Owszem, byli – ale wśród osadzonych budzili przerażenie. „Jeden z więźniów mówił mi, że skarżył się na bolący ząb. Zaprowadzono go do dentysty, który usunął mu nie tylko chory, lecz także osiem innych zdrowych. Znałem też Marokańczyka, który nie mógł poruszać małym palcem u dłoni, bo był odmrożony. Pozostałe palce były w porządku. Powiedziano mu, że trzeba amputować odmrożony palec, więc się zgodził. Gdy wrócił ze szpitala dla więźniów, miał tylko dwa palce – obcięto mu wszystkie poza kciukami” – wyliczał Kurnaz.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.