Dziennikarz Jarosław Ziętara został zamordowany, bo wiedział o przemycie alkoholu za którym stał Aleksander G. Tak twierdzi świadek incognito, o czym piszę – "Gazeta Wyborcza".
Reklama

Ziętara zginął 22 lata temu, ale śledztwo w jego sprawie przez lata nie ruszało ani na krok. Wznowiono je w 2011 roku na wniosek dziennikarzy i wreszcie kilka dni temu nastąpił przełom: prokuratura zatrzymała, a sąd aresztował byłego senatora Aleksandra G., który miał podżegać do zabójstwa dziennikarza, który zbierał informacje o wielkim szmuglu alkoholu za którym stał biznesmen.

Szczegóły sprawy nie są znane, ale z ustaleń dziennikarzy Gazety Wyborczej wynika, że zarzuty oparte są na zeznaniach świadka incognito. Twierdzi on, że w czerwcu 1992 roku był uczestnikiem zdarzenia, podczas którego Aleksander G. miał namawiać ochroniarzy ze spółki Elektromis "do zrobienia porządku" z Ziętarą, ponieważ wcześniejsze "ostrzeżenia" nie przynosiły skutku.

Świadek incognito sugeruje, że decyzja zapadła, gdy nie udało się przekupić Ziętary. Był zbyt niewygodny dla G., ponieważ wiedział o przemycie alkoholu na ogromną skalę.

Prokuratura podejrzewa, że wicenaczelny "Gazety Poznańskiej" mógł sprzyjać porywaczom, a potem zacierać ślady; on sam stanowczo temu zaprzecza.

Mecenas Marek Małecki, obrońca Aleksandra G., uważa, że sprawa ma charakter poszlakowy, a zarzuty są "oparte na nieprzekonujących podstawach".