„To nie my” - tak mówi prezydent Izraela o otruciu Jasera Arafata. Na początku listopada naukowcy potwierdzili, że w ciele zmarłego 9 lat temu przywódcy Autonomii Palestyńskiej znaleziono trujący polon. Sami Palestyńczycy natychmiast oskarżyli Izrael o otrucie swojego lidera.
Reklama

Jak relacjonuje z Jerozolimy specjalny wysłannik Polskiego Radia Wojciech Cegielski, prezydent Izraela po raz pierwszy publicznie zabrał głos w sprawie domniemanego otrucia Jasera Arafata. W czasie podróży do Meksyku Szimon Peres powiedział miejscowej gazecie Excelsior, że Izrael nie stoi za śmiercią Arafata. Prezydent nie wierzy też, by przywódca Autonomii Palestyńskiej został otruty. „Jeśli ktoś chciał pozbyć się Arafata, łatwiej byłoby to zrobić za pomocą pocisku” - mówił Peres.

Palestyńczycy od wielu lat oskarżają Izrael o otrucie Arafata. Oskarżenia te nasiliły się po tym, kiedy szwajcarscy naukowcy potwierdzili, że w ciele palestyńskiego przywódcy znaleziono polon. Eksperci nie byli jednak w stanie stwierdzić, czy trucizna była przyczyną śmierci Arafata w paryskim szpitalu w 2004 roku.

Szimon Peres razem z Jaserem Arafatem i ówczesnym premierem Izraela Icchakiem Rabinem został w 1994 roku uhonorowany Pokojowym Noblem. Jest jedynym żyjącym spośród trójki laureatów. Premier Rabin został zamordowany przez prawicowych żydowskich ekstremistów w 1995 roku.

Jaser Arafat przez 35 lat był przywódcą Organizacji Wyzwolenia Palestyny. Jest ikoną palestyńskiej walki o własne państwo, do dzisiaj uważany przez większość swoich rodaków za bohatera narodowego. Zmarł w 2004 roku, ale po jego śmierci nie przeprowadzono sekcji zwłok. Po ostatnich doniesieniach Palestyńczycy zażądali międzynarodowego śledztwa w sprawie śmierci Arafata.