W poniedziałek Ruch Palikota złożył zawiadomienie do Prokuratora Generalnego o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez polityków PiS polegającego na niezawiadomieniu organów ścigania o posiadanych przez nich dowodach, że do katastrofy smoleńskiej doszło w wyniku wybuchu.

Wiceszef RP Artur Dębski poinformował, że zawiadomienie dotyczy wypowiedzi medialnych szefa PiS Jarosława Kaczyńskiego, rzecznika tej partii Adama Hofmana oraz kierującego parlamentarnym zespołem ds. zbadania katastrofy smoleńskiej Antoniego Macierewicza.

"Według swych opinii panowie są w posiadaniu informacji, którymi nie dzielą się z prokuratorem prowadzącym śledztwo, a w myśl obowiązującego w Polsce prawa mają taki obowiązek" - powiedział na poniedziałkowej konferencji prasowej polityk Ruchu.

Ruch Palikota doniósł na Kaczyńskiego, Hofmana i Macierewicza

Reklama

W piśmie do prokuratora generalnego Andrzeja Seremeta politycy RP zawiadamiają o możliwości dokonania czynu zabronionego przez Kaczyńskiego, Hofmana oraz Macierewicza polegającego na braku niezwłocznego zawiadomienia organów ścigania o dokonaniu przestępstwa mogącego stanowić zamach na życie prezydenta oraz zabójstwo.

W doniesieniu podkreślono, że Hofman w programie TVN24 z 31 października powiedział, że PiS oraz zespół parlamentarny ds. zbadania przyczyn katastrofy smoleńskiej wraz z jego przewodniczącym, Antonim Macierewiczem, mają źródła potwierdzające informacje opublikowane przez "Rzeczpospolitą" dotyczące rzekomego znalezienia materiałów wybuchowych we wraku Tu-154M.

Reklama

Hofman mówił wówczas w TVN24: "Mamy dostęp do informacji, pewnego źródła, który dokładnie potwierdza to, co jest w artykule w +Rzeczpospolitej+". Zaznaczył, że w sytuacji "dziwnych samobójstw" źródła tego ujawnić nie może.

Według polityków RP, także Macierewicz "potwierdza, iż jest w posiadaniu dowodów, w tym także w postaci ekspertyz, świadczących o obecności materiałów wybuchowych na pokładzie prezydenckiego tupolewa oraz o wybuchu, do którego miało dojść na jego pokładzie".

Politycy Ruchu przytaczają również w doniesieniu wtorkowe słowa Kaczyńskiego: "My mamy własne źródła informacji. Oczywiście nie mają one charakteru bezpośredniego, muszą się opierać na opiniach innych, ale te opinie były całkowicie jednoznaczne. Nie chodziło o nic innego, tylko o materiały wybuchowe".

Po publikacji na temat trotylu w Tu-154M

Szef PiS wypowiedział je po oświadczeniu "Rzeczpospolitej", w którym dziennik napisał: "Pomyliliśmy się pisząc dziś o trotylu i nitroglicerynie. To mogły być te składniki, ale nie musiały".

Wcześniej "Rz" podała, że polscy prokuratorzy i biegli, którzy ostatnio badali wrak w Smoleńsku, odkryli na nim ślady trotylu i nitrogliceryny. Informacje te zdementowała Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Warszawie.

Politycy RP zapowiedzieli też na konferencji prasowej, że w najbliższym czasie przedstawią projekt dotyczący powołania międzynarodowej komisji w sprawie katastrofy smoleńskiej. Powołanie takiej komisji RP zaproponował kilka dni temu. Chodziłoby o międzynarodową komisję, która ostatecznie zamknie temat katastrofy smoleńskiej, z udziałem polskich i zagranicznych ekspertów.

W poniedziałek rzecznik klubu RP Andrzej Rozenek mówił, że komisja taka mogłaby powstać przy Polskiej Akademii Nauk, na przykład pod przewodnictwem szefa PAN prof. Michała Kleibera. "Pracują w tej chwili nasi prawnicy nad rozstrzygnięciem tego, w jakiej formule to mogłoby funkcjonować" - powiedział poseł Ruchu.

Jak dodał, chodzi o ustalenie, czy miałaby to być komisja powołana na wniosek prokuratury prowadzącej śledztwo ws. katastrofy smoleńskiej "wspierająca do zbadania materiału dowodowego zebranego przez prokuraturę, czy też miałaby być to kompletnie niezależna komisja, wtedy trzeba by prawdopodobnie jakimś aktem prawnym ją powołać do życia".