Mecz Polski z Portugalią, zaplanowany na 29 lutego, będzie ostatecznym testem dla Stadionu Narodowego: poznamy odpowiedź, czy odbędzie się na nim Euro 2012. Pewniejszą sytuację mamy z autostradami. Na imprezę nie będą przejezdne A-1, A-4 i zapewne kluczowa A-2.

Według wstępnych analiz policja wyda zgodę na rozegranie meczu z Portugalią, natomiast nie są jeszcze pewne zgody m.in. sanepidu oraz straży pożarnej. Kiedy jednak dojdzie już do pierwszego gwizdka, stadion zostanie poddany dokładnej inspekcji przez firmę konsultingową wynajętą przez UEFA.

– Eksperci będą sprawdzać, czy np. działają zapasowe generatory, które mają obowiązek utrzymać działanie stadionu i transmisji, gdyby nawet całe miasto wokół nie miało prądu – wyjaśnia jeden z menedżerów zajmujących się stadionem. Takich punktów do sprawdzenia wysłannicy UEFA mają kilkaset i to od ich oceny zależy, czy wydana zostanie zgoda na mecze Euro 2012.

Znacznie gorzej wygląda sytuacja na drogach. Im bliżej mistrzostw, tym bardziej potwierdzają się ustalenia DGP ze stycznia dotyczące ich przejezdności – a raczej jego braku – na Euro. W tym tygodniu minister transportu Sławomir Nowak przyznał, czego wszyscy już się chyba domyślali, że z kluczowym odcinkiem autostrady A2 prawie na pewno nie wyrobimy się przed Euro 2012. – Dotrzymanie terminu ukończenia autostrady A2 Stryków-Konotopa jest zagrożone – powiedział minister.

Kłopoty na A2 wynikają z opóźnień, jakie firma DSS (budująca odcinek w konsorcjum z Boegl & Krysl) ma przy wypłacaniu należności podwykonawcom. Ci w odpowiedzi grożą złożeniem wniosku o upadłość spółki. W środę doszło do spotkania przedstawicieli GDDKiA i konsorcjum w tej sprawie. – Podpisaliśmy ugodę, która zamyka ten temat – zapewnił wczoraj Marcin Jeżewski, wiceprezes zarządu DSS. Władze spółki twierdzą też, że mimo problemów są jednak w stanie zapewnić przejezdność odcinka C autostrady A2 w ciągu 15 tygodni.

Ale A2 problemu nie kończy. Odcinki autostrad A1 od Strychowa do Torunia i A4 prowadzący na Ukrainę – od Brzeska do Przemyśla, nie będą w czerwcu nawet przejezdne. Minister broni się, twierdząc, że ostrzegał o tym już w listopadzie ubiegłego roku.