Wewnętrznie jestem przekonany, że pan generał był w kabinie, bo świadczą o tym jeszcze inne dowody. Natomiast w tej chwili pewne wątpliwości się tworzą - powiedział na antenie RMF FM były akredytowany przy MAK Edmund Klich.

Klich podkreślał również, że głos gen. Błasika rozpoznali polscy śledczy. - (...) przecież Rosjanie nie znali ani głosu generała Błasika, ani nie było tam specjalisty, który by tak rozpoznał język polski. To byli polscy specjaliści - mówił Klich. - Są trzy stenogramy i ten stenogram ostatni właściwie jest najuboższy, jeśli chodzi o ustalenia i rozpoznanie głosów w kabinie. W związku z tym ja nie wiem, gdzie w końcu jest prawda. Jest za dużo wątpliwości - kontynuował.

Klich zapytany czy raport MAK można dziś wyrzucić do koszta, stwierdził, że nie. -Jest wiele wątpliwości. (...) Powinno się apelować, żeby Rosjanie przedstawili dowody, na podstawie których uznali, że generał Błasik był w kabinie. Nie wiem, czy to nie zostało przekazane, czy te dowody rosyjskie są tak słabe, że nie przekonują naszej prokuratury - mówił Edmund Klich.

Mimo rozbieżności jakie powstały po badaniu czarnych skrzynek przez krakowskich biegłych, Klich twierdzi, że polskie śledztwo w tej sprawie absolutnie nie powinno być wznawiane. - Ja uważam, że sprawa badania jest rozdzielona od badania prokuratorskiego, od śledztwa prokuratorskiego i jak wiemy z doświadczenia, zawsze badanie, nawet przy wypadku Concorda, które trwało około roku, badanie wypadku, a badanie prokuratorskie zakończyło się chyba dopiero w ubiegłym roku. Trwało 10 lat. Więc to jest całkiem inny proces dowodowy.

Były akredytowany przy MAK podtrzymuje również swoją tezę o przyczynie katastrofy prezydenckiego tupolewa.