"Jeśli chodzi o przyszłość Korei Północnej po śmierci jej przywódcy Kim Dzong Ila, to jest ona niesłychanie trudna do przewidzenia - to niemal pytanie za 10 milionów dolarów. Nikt dziś na świecie nie odważyłby się powiedzieć, co będzie się działo. Są możliwe najróżniejsze scenariusze.
Następca, Kim Dzong Un, najmłodszy syn Kim Dzong Ila, mianowany na tę funkcję rok temu, jest jeszcze człowiekiem bardzo młodym i niedoświadczonym. W związku z tym jest oczywiste, że władze przejmuje klan Kim. Będą tak naprawdę rządzić starsi rodu - będzie to jakieś kierownictwo kolektywne. Ale jak historia uczy, tego typu kierownictwa kolektywne długo nie trwają. Zazwyczaj w takich układach władzy dochodzi do walki buldogów pod dywanem i ktoś z tej bitwy wychodzi zwycięsko, a ktoś przegrany.
Jak już słyszałem, następca Kim Dzong Ila został przewodniczącym komitetu żałobnego. Od razu mi się przypomniało, że po śmierci Stalina szefem komitetu żałobnego był Beria, którego niedługo po pogrzebie zlikwidowano. Podobnie było w Chinach, gdzie po śmierci Mao, tych, którzy organizowali jego pogrzeb wtrącono do więzienia. Mimo wszystko nie rokuję w Korei Płn. takiego scenariusza - chcę jedynie powiedzieć, jak nieprzewidywalna jest dziś przyszłość tego kraju.
Zakładam, że w Korei Południowej ogłoszono stan pełnej mobilizacji armii, a we flocie amerykańskiej na Pacyfiku też zarządzono stan pogotowia. Nie można przecież wykluczyć jakichś incydentów zbrojnych ze strony Korei Północnej - być może jakiś generał zechce umocnić swoją pozycję, podejmując akcję zbrojną.
Kierownictwo kolektywne może przyspieszyć reformy
Równie dobrze możemy sobie jednak wyobrazić, że to kierownictwo kolektywne może przyspieszyć reformy. Gdyby zaprosili stąd, z Warszawy, ambasadora Kim Pyong Ila, najstarszego syna Kim Ir Sena - bardzo zresztą podobnego do ojca - światłego człowieka i znającego świat - to takie reformy mogłyby nabrać dużego rozpędu.
Ale także można założyć, że taki stan przejściowy będzie trwał jeszcze kilka lat.
Niewątpliwie w Korei Północnej zachodzą głębokie przeobrażenia, które są często niedostrzegane za granicą. Ograniczono system kartkowy, rozszerza się gospodarka rynkowa, chłopi zaczynają uprawiać swoje prywatne poletka, sami sprzedają płody ziemi na rynku. Coraz więcej jest, produkowanych na różne sposoby, towarów rynkowych - nawet ludzie pracujący w ministerstwach mają swoje małe biznesy i coś tam robią na boku. Setki tysięcy Koreańczyków nielegalnie przechodzi do chińskiej Mandżurii i tam pracują. Wracają potem do swych domów z zarobionymi pieniędzmi lub towarami. Jednym słowem - ludzie nie są już tak ogłupiali jak byli i skoncentrowani na ideologii, która była im wkładana przez lata do głów.
To już nie jest taki reżim
To już nie jest taki reżim, jaki był 10 lat temu - uległ głębokiej erozji na wszystkich szczeblach - od góry do dołu. Establishment polityczny Korei Północnej będzie musiał jakoś ten stan uwzględniać, bo też same jego kadry zaczęły gonić po części za zyskiem i dobrami materialnymi.
Na pewno czynnikiem hamującym zmiany i przeobrażenia w Korei Północnej jest armia. Jej dowództwo jest przeciwne liberalizacji systemu i pokojowej współpracy międzynarodowej.
Warto na koniec pamiętać, że dyktatura w Korei Północnej ma już tylko w części charakter komunistyczny, są też w niej bowiem silne wpływy nacjonalistyczne, osadzone bardzo mocno w tradycji konfucjańskiej".