Prezydent Barack Obama wyrusza w piątek w dziewięciodniową podróż do wschodniej Azji, komentowaną jako kolejny sygnał reorientacji polityki jego rządu w kierunku większego zaangażowania USA na tym kontynencie.

W sobotę Obama zatrzyma się na Hawajach, gdzie jako gospodarz będzie przewodniczył dorocznej konferencji przywódców 21 państw rejonu Azji i Pacyfiku (APEC).

Następnie przyjedzie do Australii, gdzie tematem jego spotkań będzie współpraca wojskowa tego kraju z USA. Kolejnym przystankiem podróży jest wyspa Bali w Indonezji, na której odbędzie się posiedzenie przywódców krajów Azji południowej i wschodniej.

W "szczycie wschodnioazjatyckim", jak go się określa, po raz pierwszy weźmie udział prezydent USA. Na Bali Obama spotka się też z prezydentem Rosji, Dmitrijem Miedwiediewem.

Podróż Obamy komentuje się jako chęć zademonstrowania krajom Azji, że USA mogą być przeciwwagą dla rosnących w siłę Chin. Waszyngtonowi zależy też na dalszym obniżaniu barier handlowych z krajami tego kontynentu.

Sekretarz stanu Hillary Clinton, obejmując urząd w 2009 r., wybrała Azję jako cel swojej pierwszej podróży zagranicznej w nowej roli. Szefowa dyplomacji opublikowała niedawno artykuł w magazynie "Foreign Policy", gdzie podkreśliła, że USA nie powinny odwracać się od Europy, ale są również "mocarstwem azjatyckim" i muszą położyć większy nacisk na zaangażowanie w rejonie Pacyfiku.

Administracja USA liczy, że "azjatycka" biografia Obamy - który dzieciństwo spędził w Indonezji i wychował się na Hawajach - może mu ułatwić pogłębienie stosunków z krajami Pacyfiku.

Komentatorzy zwracają jednak uwagę, że względy takie odgrywają rolę drugorzędną, natomiast decydujące są przywódcze cechy prezydenta i postrzeganie Ameryki przez jej partnerów.

Podkreśla się, że ekonomiczne kłopoty USA i całego Zachodu sprawiają, iż Chiny traktują Amerykę jak potęgę słabnącą na świecie, co ośmiela je do bardziej stanowczej i agresywnej polityki.