Jak wiadomo, najlepsze interesy robi się na dzieciach. A jeszcze teraz, kiedy z okazji Pierwszej Komunii trzeba kupić komputer czy quada! Ale producenci dobrych i udanych zabawek zawsze podbijali ceny bez litości, bo wiadomo, że rodzice nie wytrzymają presji i kupią.
Nawet w zwyczajnym sklepie spożywczym mama w reakcji na ryk dziecka płaci za czekoladkę czy batona, a tata, który wieczorem nabywa pół litra, dorzuca do tego cukierki. Dochody na dzieciach są kolosalne, podobnie – jak w zamożniejszych nieco rodzinach – na seniorach, bo i tu producenci, tym razem farmaceutyków i rozmaitych gadżetów, wykorzystują sytuację bez skrupułów. Ale w zasadzie wszystko jest w porządku. Popyt i podaż, nikt nas do niczego nie zmusza, to już tyko nasza wina, że chcemy – najczęściej – nasze zaniedbania uczuciowe nadrobić za pomocą zakupów.
Inaczej w polityce. Dzieci i ryby głosu nie mają. A ponieważ dzieci nie będą głosowały, nie jest jasne, dlaczego politycy wykorzystują je do kampanii wyborczych, i to wykorzystują bez litości oraz opamiętania. Już nie wspominam obowiązkowego pokazywania się z maluchami, bo to istnieje od dawna, nawet Stalin lubił takie fotografie, a Bierut wprost za nimi przepadał. Ja wprawdzie, kiedy tylko mogłem, razem z kolegami dawałem nogę z defilad, ale zawsze jakieś dziecko porwali i Gomułka je wyściskał.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.