Paweł Deresz, wdowiec po posłance Jolancie Szymanek-Deresz ocenia w rozmowie z "Polską The Times", że Jarosław Kaczyński chce wykorzystać rocznicę katastrofy smoleńskiej do zaprezentowania poglądów swej partii.

- Zaplanowano bardzo liczne manifestacje na Krakowskim Przedmieściu, mówi Deresz. - Szacowana liczba osób, która ma się tam pojawić, jest przerażająca. Uważam, że organizowanie demonstracji w dniu, kiedy powinniśmy się modlić i spędzać go w ciszy, jest nieodpowiedzialne.

- Rozumiem, mówi Deresz, że wśród rodzin smoleńskich istnieją podziały. Każdy odczuwa tę tragedię inaczej i każdy inaczej ją przeżywa. Uważam jednak, że powinniśmy spędzić ten dzień w ciszy i na przemyśleniach, a nie krzycząc pod Pałacem Prezydenckim. Nie sądzę jednak, by różnice i podziały między rodzinami ofiar kiedykolwiek miały zniknąć. Prezes Kaczyński zamienia tę rocznicę w manifestacje polityczne swojego ugrupowania; znów będziemy słyszeli o krytyce rządu Donalda Tuska, o jego relacjach z Putinem. To nie czas i miejsce do organizacji tego typu przedsięwzięć.

Rozmówca gazety obawia się tego, co może wydarzyć się pod Pałacem Prezydenckim. - Odnoszę wrażenie, że ludzie przyjeżdżają tam tylko demonstrować poparcie dla swojego wodza. To demonstrowanie poparcia dla PiS. To, co się tam dzieje, kojarzy mi się z tym, jak traktowano słynny krzyż. Póki był pod Pałacem, to go broniono , kiedy trafił do kościoła św. Anny, nikt się tam nie pojawia. Nie ma ani kwiatów, ani zniczy. Krzyż został potraktowany jak przysłowiowy murzyn - zrobił swoje i może odejść.