Rewolucje zagrażają turystyce w Tunezji i Egipcie

17 stycznia 2011

Korupcja, wysokie ceny żywności i paliw oraz fundamentalizm zagrażają stabilności Tunezji, Egiptu, Maroka i Jordanii. Może się to negatywnie przełożyć na zyski z turystyki.

Tunezja, Egipt, Jordania i Maroko – kraje, których jednym z głównych źródeł dochodów jest turystyka – tracą wizerunek stabilnych politycznie. W pierwszym dokonał się właśnie przewrót. Drugi graniczy z Sudanem, w którym referendum niepodległościowe na południu grozi wybuchem wojny domowej, a niedawno w Aleksandrii doszło do spektakularnego zamachu na chrześcijan. Trzeci „gości” na swoim terytorium fundamentalistów z Al-Kaidy Maghrebu. W czwartym dochodzi do protestów w związku z wysokimi cenami żywności i paliwa. Prognozy dla Afryki Płn. i Bliskiego Wschodu nie są optymistyczne, co może się przełożyć na zyski biur turystycznych.

Rewolta przeciw biedzie

Wydarzenia w Tunezji błyskawicznie przyspieszyły w piątek. Właśnie wtedy z kraju uciekł rządzący od 1987 r. prezydent Zin Al-Abidin Ben Ali. W sobotę władzę po niepopularnym autokracie oficjalnie objął tymczasowy prezydent – do niedawna szef niższej izby parlamentu – Fuad Mebaza.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.

Powiązane