Dostawcze Ferrari, czyli jak Duńczycy naginają prawo

Dostawcze Ferrari, czyli jak Duńczycy naginają prawo
DGP
22 października 2010

W Danii zwolnione z kolosalnych podatków (najwyższych na świecie) są wyłącznie samochody zarejestrowane na firmy. Pod warunkiem jednak, że – w myśl przepisów – są one ciężarówkami.

Pewien Polak po przeprowadzeniu się do Kopenhagi postanowił uczcić ten fakt, kupując nowy samochód – sportowe Audi TT. Gdy okazało się, że w duńskim salonie auto kosztuje 20 proc. mniej niż w polskim, tylko utwierdził się w słuszności swojej decyzji. Wybrał, zapłacił, wyjechał z salonu i... wrócił po godzinie, na kolanach i ze łzami w oczach, błagając dilera o anulowanie transakcji. Auto bynajmniej go nie rozczarowało, ale gdy udał się do duńskiego urzędu komunikacyjnego, gdzie chciał je zarejestrować, dowiedział się, że musi odprowadzić od niego podatek – 180 proc. jego wartości.

Dealer Audi najpierw rozluźnił Polaka kieliszkiem alborg taffel (lokalna wódka aromatyzowana kminkiem). Później opowiedział mu krótką historię najsłynniejszego duńskiego przysłowia: „Kup samochód, płać za trzy”. A na koniec wyjaśnił, w którym miejscu tamtejszego prawa podatkowego znajduje się dziura pozwalająca uniknąć płacenia gigantycznej taksy. Wystarczy, że TT zostanie przerobione na... pikap oraz zarejestrowane na firmę.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.