Rząd i klub parlamentarny PO szykują się do jesiennej ofensywy ustawowej.

Platformie pozostał rok do wyborów parlamentarnych, a jeszcze w tym roku odbędą się wybory samorządowe. Ofensywa legislacyjna ma być pokazem sprawności i dowodem na to, że PO nie boi się rozstrzygać najbardziej palących kwestii. A ponieważ ustaw, którymi zajmie się Sejm, ma być kilkadziesiąt, politycy PO liczą po cichu, że przy zmasowywanym podejmowaniu kolejnych decyzji nie będzie tyle emocji, ile byłoby przy pracach nad pojedynczymi ustawami. A zatem na fali legislacyjnego przyspieszenia wejdą w życie także te kontrowersyjne, jak in vitro czy parytety.

In vitro, czyli gorąca jesień

– Projekty leżą już w lasce marszałkowskiej i trzeba w końcu zdecydować, co z nimi zrobić – mówi „DGP” wiceszef klubu Platformy Sławomir Rybicki. Łącznie na rozpatrzenie czeka pięć projektów, z czego dwa autorstwa PO. Restrykcyjny Jarosława Gowina i liberalny Małgorzaty Kidawy-Błońskiej. Ten ostatni dopuszcza tworzenie zarodków nadliczbowych, możliwość ich zamrażania i selekcji przed umieszczeniem w organizmie kobiety. Projekt Gowina dopuszcza możliwość utworzenia tylko dwóch zarodków, wprowadza ochronę ludzkich embrionów i zezwala na stosowanie in vitro tylko małżeństwom. Na który projekt postawi klub – decyzja jeszcze nie zapadła, ale niewykluczone, że PO znów będzie szukać kompromisu między tymi rozwiązaniami.

Parytety: 35 czy 50 procent?

Listy wyborcze do przyszłorocznych wyborów parlamentarnych mają być układane zgodnie z ustawą o parytetach. Według projektu Platformy (jego pierwsze czytanie odbyło się już w Sejmie 18 lutego br.) 35 proc. miejsc na listach wyborczych przypadłyby kobietom.

Lewica i Kongres Kobiet są za parytetami 50-procentowymi i na pewno w trakcie drugiego czytania oraz głosowania ustawy partia Tuska będzie ostro krytykowana jako oportunistyczna.

Sporną sprawą jest też, czy parytety zostaną wprowadzone do ordynacji samorządowej. PO wciąż nad tym się zastanawia. – Ale nawet jeśli zostaną, to zmiana będzie dotyczyła kolejnej kadencji – mówi wiceszef klubu PO Waldy Dzikowski. Zgodnie z orzeczeniem Trybunału Konstytucyjnego zmiany w ordynacji muszą być znane co najmniej na pół roku przed ogłoszeniem terminu wyborów.

Więcej prawników

Ta ustawa nie miała do tej pory szczęścia. Projekt o otwarciu zawodów prawniczych przygotowany był najpierw przez PiS, ale utrącił go Trybunał Konstytucyjny. Kolejny projekt przygotował minister sprawiedliwości Krzysztof Kwiatkowski, a przejął go klub PO. Miał trafić do Sejmu przed wakacyjną przerwą, ale się nie udało. W końcu został zachomikowany na jesienną ofensywę.

Projekt PO wprowadza państwowe egzaminy dla prawników. Pierwszy zdawaliby absolwenci kierunków prawniczych zaraz po ukończeniu studiów. Uprawniałby do występowania przed sądami rejonowymi w drobniejszych sprawach.

Kolejny egzamin zdawaliby prawnicy po pięciu latach. Dopiero wtedy uzyskaliby pełne uprawnienia radcy prawnego lub adwokata.

Ustaw będzie więcej

Cała jesienna kampania legislacyjna ma być podzielona na kilka pakietów.

Dwa dotyczące finansów publicznych i zdrowotny w całości zostaną przygotowane przez rząd. Inne będą uzupełniane przez klub.

Pakiet deregulacyjny zostanie uzupełniony o kilkanaście projektów ustaw komisji Przyjazne Państwo. Znajdzie się tu nowela ustawy, pozwalająca na dokumentowaniu paragonami zamiast fakturami małych zakupów (np. opłaty za parking czy paliwo). W pakiecie deregulacyjnym może znaleźć się kompleks przepisów budowlanych pod nazwą Kodeks Budowlany. Dotyczyłby całego procesu inwestycyjnego i niewykluczone, że zostaną do niej włączone rozwiązania z zagospodarowania przestrzennego i dyrektyw środowiskowych UE. – Chcemy przeprowadzić remont prawa budowlanego, tak by obywatel miał czytelne i zrozumiałe przepisy w jednym miejscu – mówi posłanka Aldona Młyńczak.

Decyzje, które konkretnie projekty wejdą do jesiennej ofensywy PO, są rozstrzygane w zespole parlamentarno-rządowym, na którego czele stoi Michał Boni. Dokładne ustalenia mają zapaść na początku września, bo pod koniec miesiąca rusza parlament. Posłowie mają rok do wyborów, dlatego mają szansę, by tym razem nie było bubli, tłumaczonych potem pośpiechem.