Kandydaci na prezydenta milczą o podatkach

1 czerwca 2010

Poza ogólnymi deklaracjami o niepodwyższaniu obciążeń fiskalnych kandydaci na prezydenta nie ujawniają swoich poglądów na tematy podatkowe. Temat jest zbyt niebezpieczny.

Cechą charakterystyczną tej kampanii wyborczej jest brak merytorycznej debaty kandydatów na tematy, które obywateli interesują najbardziej: dotyczące obciążeń fiskalnych. Najpierw katastrofa smoleńska, teraz powódź – one zdominowały polityczną rzeczywistość. Co myśli o podatkach najpopularniejszy w sondażach prezydenckich Bronisław Komorowski, nie bardzo wiadomo. Poza tym, że – jak powiedział w wywiadzie udzielonym „DGP” w ubiegłym tygodniu – powinno się je maksymalnie spłaszczać. Jednocześnie stwierdził, że podatku liniowego z powodów politycznych wprowadzić się nie da. I tyle. Pytany w połowie maja w Polskim Radiu, co jako prezydent zrobiłby z ustawą podwyższającą podatki, stwierdził, że na pewno nie wystąpi w roli osoby blokującej modernizację kraju. To znaczy, że podpisze czy nie? Nie wiadomo.

Uproszczenie rozliczeń

Na początku października 2007 r., tuż przed wygranymi przez Platformę wyborami parlamentarnymi, Komorowski zapewniał, że PO będzie dążyć do maksymalnego obniżenia podatków, z zachowaniem jedynie ulgi prorodzinnej. Nie widział możliwości wprowadzania kolejnych ulg, chyba że PO uda się przeprowadzić reformę finansów publicznych i cięcia wydatków na administrację państwową, co udało się tylko częściowo.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.