Piloci Tu-154M musieli lądować na lotnisku pod Smoleńskiem. BOR nie przygotowało dodatkowego transportu dla prezydenta i reszty pasażerów z dwóch zapasowych lotnisk. Bo o nich nie wiedziało.
Wątek ten bada obecnie wojskowa prokuratura. Nie wyklucza hipotezy, że piloci musieli lądować, bo mieli świadomość, że z innego lotniska nikt nie odbierze Lecha Kaczyńskiego i towarzyszących mu oficjeli. I to mimo że o wiele wcześniej dowództwo 36. Specjalnego Pułku Lotnictwa Transportowego wytypowało dwa zapasowe lotniska na Białorusi: w Witebsku i Mińsku.
Autopromocja
Pozostało 88% treści
Ten artykuł przeczytasz tylko z aktywną subskrypcją Premium.
Teraz z Płatnościami powtarzalnymi BLIK
zyskasz dostęp do wszystkich treści
za 29 zł / miesiąc przez 3 miesiące
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Teraz z Płatnościami powtarzalnymi BLIK
zyskasz dostęp do wszystkich treści
za 29 zł / miesiąc przez 3 miesiące
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Pozostało 88% treści
Ten artykuł przeczytasz tylko z aktywną subskrypcją Premium.
Teraz z Płatnościami powtarzalnymi BLIK
zyskasz dostęp do wszystkich treści
za 29 zł / miesiąc przez 3 miesiące
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Teraz z Płatnościami powtarzalnymi BLIK
zyskasz dostęp do wszystkich treści
za 29 zł / miesiąc przez 3 miesiące
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
©℗
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
